Czemu nie wygrasz Milionerów?

Slumdog

Slumdog. Milioner z ulicy. 10 nominacji do Oscara, 8 zdobytych, w tym za najlepszy film. 4 Złote Globy, 7 nagród BAFTA. Dla tych, którzy ufają Szanownym Akademiom film, którego nie można przegapić. Dla sceptyków film, który trzeba obejrzeć, by móc krytykować. Marketingowo: sukces.

A filmowo? Wybuchowa mieszanka Hollywood i Bollywood, dwóch stylistyk, które w czystej formie są nie do zniesienia osobno. Niestety razem również.

Danny Boyle, to uznany reżyser brytyjski. Może znacie jego poprzednie produkcje, Trainspotting, Płytki grób, 28 dni później, krytykowana, ale dla mnie niezła Niebiańska Plaża, czy epicki W stronę słońca. Łączy je element pewnego surrealizmu, napięcie i strach przed nieznanym. Podobnie jest w Slumdogu. Świetne, psychodeliczne zdjęcia dusznego Mumbaju, wideoklipowy montaż i dynamiczna muzyka nadają filmowi tempa, które co rusz to zwalnia i przyśpiesza. Trzeba przyznać, wykonanie jest naprawdę dobre.

Gorzej z treścią. To film irytująco hollywoodzki. Wyraźnie widać, kto jest zły, a kto dobry, nie ma żadnej skali szarości. Właściwie dobrzy są tylko główni bohaterowie, nawet jeśli zabijają, bo to przeciwko nim obrócił się cały okrutny świat. Coś w tym na pewno jest, skoro pochodzą ze slumsów, stanowiąc przy okazji w Indiach dość niską społecznie klasę. Tylko, że mało to wiarygodne, jeśli cała historia jest aż tak schematyczna.

Cała opowieść splata się wokół wątku gry w Milionerach, co stanowi przy okazji dość nachalną reklamę tego teleturnieju. Ale i tu za wiele jest przypadków i szczęścia, dzięki którym bohater odpowiada na coraz to kolejne pytania. No bo czy jeśli ktoś strzelał kiedyś z rewolweru, to znaczy równocześnie, że wie, kto tą broń wymyślił? Mądrość życiowa niewiele ma przecież wspólnego z wiedzą, jakiej wymaga się w tego typu programach. Pomijam już bzdurność przekonania, że Milionerzy nagrywani są na żywo. Poza tym pytanie o główną nagrodę jest zbyt proste, wobec tych wcześniejszych, za mniejsze pieniądze.

Najgorsze w tego typu filmach jest wszechobecne powoływanie się na przeznaczenie: jeśli coś jest mi pisane, to nieważne co ja będę robił, jakie będą przeciwności, uda mi się i tak. Dobro zwycięży, źli zostaną pokonani lub się nawrócą. A jeśli Twoje życie jest ciężkie, to szanse na sukces i rozbicie puli Milionerów wzrastają drastycznie. No i ten straszny taniec na końcu, który jak policzek, przypomina, że oto jesteśmy w stolicy Bollywoodu!

Ale nie mówię, że to najgorsze dzieło w historii kina. Do tego mu jeszcze daleko. Smutne jednak, że dość ciekawy reżyser nakręcił film, który jedynie pozostawia przyjemną nadzieję, że jednak wciąż w życiu wszystko zależy od nas (nawet jeśli tak nie jest). Dobrze więc obejrzeć Slumdoga, by przez chwilę być niepoprawnym optymistą… a potem wrócić do rzeczywistości. A najlepiej poznać też inne indyjskie filmy (Imiennik, Monsunowe wesele, Cztery kobiety itp.), by nie kojarzyć tamtejszego kina tylko z Bollywood.

„Slumdog. Milioner z ulicy”, reż. Danny Boyle

Kuba Knoll

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s