„Zapraszamy na chaos Twoich spraw, zapraszamy na drogi, które znasz”

Hipertrofia

Coma lubi zaskakiwać. Kolejna ich płyta, wydana trochę spontanicznie, jest kolejnym, po „Zaprzepaszczonych Siłach Wielkiej Armii Świętych Znaków”, albumem koncepcyjnym, tym razem posuniętym jeszcze dalej. Oto bowiem dostajemy na dwóch płytach po trochu filozoficzny wywód o chorobie, która trawi współczesność – hipertrofii*, nadmiarze wszystkiego – zarówno potrzeb, jak i wszelkich dostępnych dóbr, co zaburza naturalną harmonię świata, wyniszcza fizycznie i psychicznie. A może też prowadzić prostą drogą w narkotyki, pijaństwo, ucieczki od rzeczywistości, szaleństwo, niedojrzałość. Wszystko, by zwalczyć lęk przed śmiercią, wmówić sobie, że można jej uniknąć. By siebie postawić w centrum Wszechświata, a Boga odrzucić.

To też przesyt emocji, które w nas drzemią, a są tak mocne, że mogą nas zniszczyć. Są one wszak najważniejszą, największą siłą, która kieruje naszymi działaniami. Precz ze złudzeniami, że to jednak intelekt i mózg! Coma jest emisariuszem emocji w naszych pokaleczonych żywotach, pomaga je rozumieć, pomaga wyobrażać i symulować nawet w ekstremalnych sytuacjach po to, by przetrwać. Ze samym sobą.

Ale album, w przeciwieństwie do poprzedniego, daje jednak nadzieję. Można bowiem zwolnić, odkryć wokoło siebie ten prawdziwy świat, zachwycić się nim na nowo i zacząć godniej, wolniej żyć. Wszak „To walka na ziemi i w niebie, przeciwko sobie samemu o siebie” („Zero osiem wojna”).

Inspiracją dla zespołu było wrocławskie przedstawienie „Baal”** na podstawie tekstu Bertolta Brechta, w reżyserii Redbada Klijnstry, w którym tytułową rolę miał grać Rogucki, a które w końcu nie doszło do skutku (nawiązuje do niego zwłaszcza utwór „Ekhart”, nazwany od imienia przyjaciela Baala). Opowiada o człowieku, który pragnąc z życia wycisnąć wszystko, co możliwe, zatraca się i ostatecznie ginie, choć wolny. U Comy druga płyta jest jakby niedokończonym rozdziałem „Baala”, bo oto bohater odradza się i, wciąż walcząc ze sobą, osiąga harmonię.

Druga płyta, „wyzwolona”, jest o wiele spokojniejsza, pełna ballad rockowych. W poprzedniej wersji tej recenzji napisałem nawet, że nudniejsza, ale kolejne przesłuchania zmuszają mnie do zmiany tej decyzji. Może to znak, że oto właśnie to intensywne, hedonistyczne, ale puste życie zgodne z zasadą „umieraj młodo i pozostaw po sobie atrakcyjne zwłoki”, bardziej do nas przemawia niż prosta wolterowska myśl, by uprawiać w spokoju własny ogródek. Może właśnie dlatego tak wielu ludzi daje się wciągnąć w wyścig szczurów, żyje w ciągłym napięciu i stresie, strachu o własną karierę. Swoją drogą piekło zawsze wydawało się bardziej atrakcyjne niż niebo, bo po prostu ciekawsze. Czy więc lepiej błądzić, walczyć wciąż ze sobą zamiast osiągnąć stan wolności? Czy więc „wolność od”, która przeważa na pierwszej płycie, nawet jeśli spalająca, jest lepsza, bardziej twórcza, więcej uczy niż „wolność do” z płyty drugiej? Może złoty środek jest pomiędzy? A może każdy etap trzeba przebyć, by dostąpić jakiegoś oświecenia, nauczyć się, co w życiu ważne? A może to nie choroba, a po prostu życie każdego z nas, które wiedzie od narodzin, rozpoznania w sobie mocy i woli istnienia, poprzez rozpaczliwe próby nadania życiu sensu, doprowadzenie swoich energii życiowych na granice jestestwa aż po starość i spokój godzenia się na okrutną, lecz nieuchronną śmierć? Ten scenariusz powtarza się przecież już od milionów lat, a wciąż budzi tyle emocji – każdy doświadcza go wszak tylko raz. Album zadaje jeszcze więcej pytań, których odpowiedzi warto szukać, nawet jeśli przez całe swoje życie. Pokazuje też, że paradoksalnie, dzielenie swojego życia na dwie osoby lub więcej (miłość, przyjaźń) nie zabiera go nam, a pomnaża. Ważne jest też dziecięce afirmowanie świata, a nie paranoiczne tworzenie, by coś po nas zostało. Zostanie ludzka pamięć.

Formalnie „Hipertrofia” stanowi sprytne połączenie audycji radiowej z piosenkami, tworząc spójną całość. Jest tu i powaga, i zgrywa, ironia, humor. W utworze „Emigracja” widać nawiązania do stylu Lubomskiego (na początku kariery śpiewali jego „Underground”, tłumaczenie piosenki Toma Waitsa), która stanowi też połączenie bluesa, yassu i stylu Kazika. Natomiast „Osobowy” jest już utworem z lekka nujazzowym. Więcej tu piosenek rodem z Przeglądu Piosenki Aktorskiej, który to Coma w 2004 roku zresztą wygrała. Wiele jest też nawiązań do poprzedniej płyty (w „Loty i odloty” wymieniony jest np. pan Józef Małolepszy – „Nie ma Joozka” z „Wielkiej Armii…”, w „Party” pobrzmiewa w tle „W ogrodzie”). Płytę kończy zaś utwór „Cisza i ogień”, jeden z pierwszych w karierze zespołu.

Coma coraz mniej robi się przebojowa, co na pewno nie spodoba się wszystkim zagorzałym fanom, ale to też plus – odwaga podążania własną drogą, nie bacząc tylko i wyłącznie na wymagania publiki. Dzięki temu ich przekaz jest jasny i mocny.

Kupując ten album (a jest niedrogi, jak na dwie płyty) pamiętajcie, że dostajecie małe pudełko z emocjonalną bombą o ogromnej sile rażenia, która w jednej chwili wtłoczy Was w całą gamę przeżyć, od depresji na wewnętrznym oczyszczeniu skończywszy. Zdecydowanie warto.


* Przerost (łac. hypertrophia) – pojęcie z zakresu patomorfologii, oznaczające powiększenie tkanki lub narządu na skutek powiększenia poszczególnych komórek, bez zwiększenia ich liczby. Przerost występuje najczęściej w przypadku tkanki mięśniowej: macicy, mięśni szkieletowych, serca, ale może też dotyczyć prostaty, a także jednej z nerek przy usunięciu drugiej. Też: powiększenie się czegokolwiek do nadmiernych rozmiarów; przerost, np. h. uczuć.

** Baal – w mitologii ugaryckiej porywczy, pełen młodzieńczego zapału bóg burzy i życiodajnego deszczu, władca świata. Co roku ginął w wyniku walki toczonej z Motem – bogiem śmierci i wysuszonej letnim skwarem ziemi – i zstępował do świata podziemnego, aby z nastaniem wiosny powstać z martwych. Nieustanna walka między życiem a śmiercią była tematem dramatycznego mitu, który głęboko poruszał i przynosił oczyszczenie wewnętrzne (za: Wikipedia).

Coma „Hipertrofia”

Kuba Knoll

Reklamy

3 thoughts on “„Zapraszamy na chaos Twoich spraw, zapraszamy na drogi, które znasz””

  1. „Kupując ten album, (…) dostajecie małe pudełko z emocjonalną bombą o ogromnej sile rażenia, która w jednej chwili wtłoczy Was w całą gamę przeżyć, od depresji na wewnętrznym oczyszczeniu skończywszy. Zdecydowanie warto.”

    Święte słowa.
    Coma jest objawieniem. Nie boję się posługiwać patetyzmem w przypadku tej kapeli. Teksty Roguckiego powalają trafnością, głębią, emocją… Muzyka rozrywa duszę, wprowadza w autentyczny trans.
    Pamiętam pierwszy koncert Comy we Wrocławiu. Mała piwnica, a w środku zahipnotyzowany tłum i rytmicznie kapiąca z rur woda. Ten sam klimat panuje do tej pory, tyle że dziś jest to zjawisko masowe. Szkoda trochę, że już nie tak elitarne, ale z drugiej strony zasięg rażenia większy… Czekam na jesienny koncert, a tymczasem popełniam regularnie to samo zło. Trujące rośliny kryją się za rogiem. Na pokuszonko. A ja nie ukrywam, że ulegnę jeszcze raz… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s