Folk is not dead

„Wieś to odwieczny porządek, drewno, nożyce i kamień. Drew nie nazbierasz na opał, w zimie zamarzniesz na amen” – śpiewa Maja Kleszcz, oddając tym samym hołd całej kulturze ludowej, z jej prostymi, lecz surowymi zasadami, która nie jest już tylko skansenem, a stanowi inspirację do tworzenia nowych jakości.

Kapela ze wsi Warszawa jest znana nie od dziś. Istnieje od 1997 roku, ale popularna bardziej zagranicą niż w Polsce. „Swego nie znacie, a cudze chwalicie” możnaby rzec, bo zespół święci triumfy na międzynarodowych festiwalach, koncertuje na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych, przez Algierię, Moskwę, aż po Japonię. Nagrywał obok Petera Gabriela muzykę do gry komputerowej „Myst IV”. W 2008 roku stworzyła muzykę do spektaklu teatralnego „Muzykanty Wielkiego Pola” z tekstami Tymona Tymańskiego. Powoli jednak ugruntowują swoją silną pozycję także i w Polsce. A teraz nagrali najlepszą płytę w ich karierze.

Tym razem za produkcję odpowiedzialni byli muzycy Kapeli ze wsi Warszawa – Maja Kleszcz i Wojciech Krzak, twórcy międzynarodowego projektu muzycznego IncarNations, prywatnie związani ze sobą świeżo upieczeni rodzice. I to właśnie owo nowe życie, jak twierdzą, było dla nich inspiracją do powstania albumu. Oni też zaaranżowali większość utworów. Teksty są w większości tradycyjne, resztę napisał Tymon Tymański, Maja Kleszcz lub Natalia Przybysz. Awangardowe granie na skrzypcach i wiolonczeli, świetny i niepowtarzalny głos Mai (tu jestem całkowicie nieobiektywny, kocham się w tym głosie już dobrych kilka lat), bluesowy, a nawet trochę funkowy nastrój, obok tradycyjnych instrumentów także gramofony. Wszystko, co znane z dokonań Kapeli jeszcze bardziej nowatorskie, dojrzałe i autorskie. Inspirowane kulturą ludową, a nie tylko z niej zapożyczane.

Nastrój Infinity jest o wiele bardziej spokojny, niemal misteryjny, mniej tu już wiejskiej potańcówki. Pojawiają się akcenty jak z muzyki afrykańskiej (zwłaszcza w szantowym „Gospodarz„), soul („Serce” z Natalią Przybysz), blues (surowe „Baby Blues” z Janem Trebunim Tutką), hip-hopowy beat (podkład pod funkowy Chmiel z DJ Feel-Xem). Zespół wspomaga też swoim charakterystycznym głosem muzyk klezmerskiego Kroke, Tomasz Karkuba („21 h”). Żywiołowe „Polska na Trzy” w „starym” stylu Kapeli przywodzi na myśl „Polka folk is dead” z albumu Wiosna Ludu. Płyta jest bardzo emocjonalna, niektóre utwory przeszywają całe ciało, przyprawiając o gęsią skórkę (zwłaszcza „Poznałem” słuchane w słuchawkach!).

Po bardzo obcej, niakapelowej płycie Wymixowanie (na którą żółć wylewałem już kiedyś) pojawiła się teraz ta najbardziej osobista. Prawdziwie eksportowa, na światowym poziomie i silnie uczepiona polskich korzeni. Dowód na to, że polska wieś żyć będzie na wieczność.

Kapela ze wsi Warszawa „Infinity”

Kuba Knoll

3 myśli w temacie “Folk is not dead”

  1. Mnie też płyta przypadła do gustu. Słuchając jej czułem takie samo uczucie jak kiedyś – przy „Wykorzenieniu”. Kopiuj swoje recenzje na lastfm ewentualnie linkuj je tam, to bardzo przyjemna lektura.

Dodaj odpowiedź do Kuba Knoll Anuluj pisanie odpowiedzi