Wszystkie odcienie czerni

Ambiwalencja

Tak się już nie gra dziś. A jeśli, to w małych klubach dla garstki widzów. Odważny więc Mariusz Lubomski, który poszedł w kameralne granie awangardowej muzyki. Więcej nam takich osób!

Znów recenzja będzie nieprofesjonalna, bowiem zachwyca mnie album „Ambiwalencja” bez reszty i nie potrafię znaleźć w nim złych stron. Co rzadkie, nie nudzi jako całość, każda piosenka niesie z sobą inny ładunek emocjonalny, są tu ciekawe rozwiązania muzyczno-wokalne, mądre teksty, alternatywne podejście do tworzenia utworów. A najważniejsze jest to, że od początku i konsekwentnie do końca słychać własną drogę Lubomskiego, kota pośród polskich artystów, co utartymi ścieżkami nie chadza.

Tytuł recenzji nie odnosi się do jakiś mroków ciężkiego, metalowego grania, bynajmniej! Prędzej chodzi o klimat małej, zadymionej knajpy, z tradycyjnym muzycznym składzem, grających czysto, klarownie i awangardowo. Trochę kabaretowo, aktorsko, prześmiewczo i brechtowsko, jeszcze wyraźniej niż na poprzednich płytach. Ale wyśpiewane w albumie zostają zarówno wolniejsze, melancholijne ballady, jak i żywiołowe, jazzujące przeboje, wszystko jednak łączą odcienie czerni, połyskującej gdzieś na obrzeżach głównego nurtu. Ta płyta nie jest bowiem dla każdego, jest dla pewnej określonej grupy ludzi, którzy szukając „czegoś więcej” właśnie tu postanowili zatrzymać na się dłużej. Taka muzyka to dziś oznaka odwagi i dojrzałości, niewielu się na nią decyduje. Ostatnio Maria Peszek, czy Gaba Kulka.

I ten głos, ciągle zmieniający się, lawirujący w meandrach brzmień od tonów wysokich po dudniące basy. I ten „knajpiany” skład w starym stylu – kontrabas, gitara, perkusja i fortepian (nie zapominając o organach Hammonda, które uwielbiam) – do których dołączają trąbka, klarnet, wiolonczela, a nawet chórki. I te teksty, wciąż świetnego Sławomira Wolskiego (choć nie tylko jego). I to piękne numerowane wydanie limitowane, które kupić można jedynie przez Internet lub na koncertach (rodzina Knoll jest szczęśliwym posiadaczem podpisanego egzemplarza numer 1261) z prostymi, minimalistycznymi wręcz grafikami i ciekawym składem. I ten ruch sceniczny, którego co prawda na płycie nie widać (dlatego szczerze polecam koncerty), ale z łatwością wyobrazi go sobie ten, kto już raz widział oryginalny taniec Mariusza Lubomskiego.

Bez kszty ambiwalenci w głosie mogę w pełni świadom rzec: ta płyta jest doskonała! Na koniec jeszcze przypomnieć wypada pieśń Toma Waitsa, którą i Lubomski wykonywał kiedyś:

„I pociesza mnie tylko głupia myśl
Co proroctwem niestety może być
że gdy trafi świat atomowy szlak
ocaleje, no kto? Underground!”

Mariusz Lubomski „Ambiwalencja”

Kuba Knoll

Advertisements

3 myśli nt. „Wszystkie odcienie czerni”

  1. Bardzo na tej płycie kameralnie i wieczorno-poetycko. Gdzieś pod powierzchnią czuć Edytę Geppert, gdzieś SDM, regeinspiracje, a nastawionym był na awangardę… „Ambiwalencja” to po prostu stare granie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s