Razem nie zawsze na zawsze

Zrobiłam sobie niedawno małą wycieczkę do filmowej spiżarni celem odkrycia skarbu ukrytego w szklanym słoiku intelektualnych wrażeń smakowych. Zawsze to jakiś sposób na wprowadzenie do życia odrobiny ekscytacji. Nastrój miałam raczej smętny, więc podświadomość wybrała z półki zakonserwowaną refleksję na zasadzie kontrastu z „Happy  Go Lucky”. Film o rozkładzie związku. Spokojny, smutny, minimalistyczny. Dramat. Idealnie.

Moje skromne oczekiwania zostały spełnione już w pierwszej minucie. Brak akcji. Rozległe, przestrzenne krajobrazy, pustkowia i tych dwoje w końcowej fazie współistnienia z jeszcze tlącą się miłością i poświęceniem. Kilka prostych scen – dowodów na umieranie uczucia: samotność w parze, obcość, rozbieżność wizji na życie – tak to się zwykle kończy, choć w tym przypadku nie definitywnie.

Wyswobodzony mężczyzna – starszy doktorant i fotograf z zamiłowania, nieco egocentryczny  żegna się z delikatną i płaczliwą naturą swojej dotychczasowej towarzyszki i ucieka w gorące objęcia dobrej znajomej – ognistorudej bogini dzikich przygód seksualnych. Kierowany instynktem powraca do źródeł swojej fizyczności, odnajdując spełnienie w atawistycznych rozkoszach. Za sprawą orzeszka laskowego para ludzkich ssaków doprowadzona zostaje na wyżyny upojenia – świetna scena przypominająca o tym, jak silny jest zwierzęcy pierwiastek w nas drzemiący, przy okazji rozgrzeszająca ludzką potrzebę zaspokojenia. Nie ma tu zbędnej nieczystości czy niemoralności, choć zdrada z założenia sprzeczna jest z etyką. Nie chodzi tu jednak o potępianie, a bardziej o ukazanie rozbieżności w kobiecych i męskich sposobach przeżywania straty. O ile porzucona Bahar izoluje się od świata i poświęca pracy, o tyle jej były partner pociesza się w ramionach innej, choć najwyraźniej po to tylko, by przekonać się, co stracił. Okazuje się bowiem, że i dla mężczyzny fizyczność nie jest wystarczająca i zaspokaja go krótkofalowo. Triumfuje natomiast delikatność, a jej pragnienie potrafi przewartościować system upodobań i nakłonić do poświęcenia. Pytanie tylko, czy konieczna refleksja nie przychodzi za późno? I czy człowiek rzeczywiście jest w stanie się zmienić? Czy nowy poranek jest nowym początkiem z odmienionym partnerem, czy jednak kolejnym porankiem i kontynuacją tego, z czym się rozstaliśmy?

W filmie dominuje proza życia, uczucie zwyczajności, znudzenia, ale i pewna urokliwość tego indywidualnego istnienia, w którym bohaterowie mają swoje pasje, słabości, pragnienia. Reżyser wyeliminował z filmu sceny dotkliwego lamentu, wyzwisk, buntu, złości, podwyższonej adrenaliny na rzecz ascezy w relacjach międzyludzkich. To jednak tzw. cicha broń, bo nic tak nie porusza widza jak wyuczone z każdą sceną wyczulenie na emocje. Im obraz bardziej minimalistyczny, tym intensywniejsze klimaty uczuć, niezależnie od tego, czy spowite są w gorącym słońcu czy ośnieżone chłodem.

Lekkiego dreszczyku dodaje filmowi fakt, że bohaterami dramatu są prawdziwi małżonkowie – reżyser i jego żona. Zabieg dość kontrowersyjny, ale wpisuje się w konwencję realizmu, nadaje całej historii rzeczywistego wymiaru; potwierdza, że rozkład nie jest bajką, a często naturalnym procesem, który trudno zatrzymać.

„Klimaty”, reż. Nuri Bilge Ceylan

Magda Kotowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s