Lech, Czech i Rus

Dawno nie było w Polsce reżysera tak odważnego, który mówiłby na poważne tematy za pomocą… komedii. Jest to precedens tam ważny, że można wybaczyć mu wiele błędów.

Widzę pozytywny trend w polskim kinie ostatnimi czasy, by mówić na drażliwe tematy, może nawet i rozdrapywać rany, po to, by wreszcie uporać się z bolesną historią, złamać jej tabu. Jest bowiem na ekranach najnowsze dzieło Juliusza Machulskiego – „Ostatnia akcja” – traktująca w sposób humorystyczny (tu warto podkreślić – wcale nie znaczy to wyśmiewający) powstańców warszawskich z ich silnym etosem, którzy rozprawiają się ze współczesną mafią. Drugi przypadek jest jeszcze milszy, bo to debiut filmowy legnickiego reżysera teatralnego (i dyrektora tamtejszego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej) Jacka Głomba, znanego z zabierania głosu na tematy drażliwe i z nonkonformizmu. Nakręcił on wraz z Czechami komedię o… inwazji wojsk Układu Warszawskiego (w tym i polskich) na Czechosłowację w 1968 roku.

Już sama tematyka w połączeniu z charakterystyczną, nieco przaśną czeską stylistyką, sprawia, że na ten film wybrać się po prostu trzeba. Przyznać bowiem muszę – film to śmieszny i poczciwy, pełen różnych dziwnych, ale w gruncie rzeczy dobrych typów. Budowanie filmu na właśnie takich sympatycznych, prostych i nie grzeszących rozumem postaciach, to jednak pomysł mało wymyślny, za to populistyczny. Podobnie jak tworzenie stylistyki czeskiej komedyjki w stylu „Butelek zwrotnych”, jednak całość ma tak wiele uroku w sobie, że ogląda się to przyjemnie. Nawet pomimo – charakterystycznych dla polskiego filmu – rzucania mięchem na prawo i lewo – widać inaczej bohaterowie wypowiadać się u nas nie umieją.

A teraz kolejny pozytyw – aktorstwo. Jak się zatrudnia takich ludzi, jak Maciej Stuhr, Tomasz Kot, Zbigniew Zamachowski, ale i Jiří Menzel (który był również konsultantem artystycznym), Eva Holubová, czy Bolek Polívka (znani z wielu czeskich produkcji), to można się spodziewać, że swoją pracę wykonają dobrze. Nie raz już jednak nie miał szans aktor z kiepskim scenariuszem, czy nieumiejętną reżyserią. Na szczęście nie tym razem. Na oklaski zasługują także mniej znani aktorzy, którzy także zagrali przekonywująco, więc w kinie można było z łatwością „uczestniczyć” w świecie bohaterów. Żeby tylko odkryci aktorzy nie trafili teraz tylko do telenowel.

Podsumowując, jest to film, któremu – jak już wspomniałem – można wiele wybaczyć ze względu na odważne potraktowanie historycznej zadry, wciąż żywej między nami a Czechami. Nie zmienia to jednak faktu, że ta ambitna produkcja, która obie strony miała nauczyć kilku cech sąsiadów i pokazać, że nie tacy oni straszni, jest po prostu pełna stereotypów. Czesi wciąż piją piwo, siedzą i rozprawiają na tematy luźne – słowem nic nie robią. Polacy natomiast klną jak najęci, niby powtarzają hasła, że Polski Ludowej bronić należy, ale raczej wolą nad walkę spółkowanie z Czeszkami, czy kłótnie między sobą. Choć, gdy potrzeba jest nagła, potrafią się zebrać i ruszyć razem do boju. Rosjanie natomiast tylko piją i piją. Trochę mało, jak na wysokie oczekiwania, ale mimo wszystko jest to bardzo dobrze zapowiadający się debiutant, jeśli w ogóle można tak powiedzieć o doświadczonym teatralnie Jacku Głombie. Możliwe zresztą, że stereotypy są wprowadzone specjalnie, by zmuszały do myślenia, do ich reinterpretacji, dla mnie jednak są wadą.

Koniec końcem „Operację Dunaj” warto obejrzeć, bo jest to nowa jakość w polskim kinie i mam cichą nadzieję, że zapoczątkuje więcej takich podejść do historii „z jajem”. Bardzo bym sobie tego życzył.

„Operacja Dunaj”, reż. Jacek Głomb

Kuba Knoll

Reklamy

2 myśli nt. „Lech, Czech i Rus”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s