HEY. Elektronicznie o miłości.

Kiedy przeczytałam, że Hey nagrało świetną płytę, bo prace nad nią upływały w wyjątkowo radosnej atmosferze, pomyślałam, że najwyraźniej dobra energia poczuła zew wiosny i swoim paliwem postanowiła tym razem obdarzyć dojrzałe kapele. Klimat harmonii towarzyszył bowiem nie tylko zespołowi Kasi Nosowskiej, ale też Kazikowi i spółce. Był obecny nawet w Seattle. I wszystkim wyszło to na dobre! Tyle że, o ile Kult i Pearl Jam słusznie postawili na tradycję, to Hey nieco się wyłamał, inwestując w eksperyment i ducha czasu. Co się okazuje? Że warto ryzykować!

Singiel promujący wbił się do głów momentalnie, mimo że elektronika napawała lekkim przestrachem i obawą, czy to aby nie zbytnia ekstrawagancja i uleganie dźwiękowym trendom. Szczęśliwie dojrzałość i profesjonalizm zespołu ujawniły się w umiejętności łączenia tradycyjnego wizerunku z innowacyjnym brzmieniem.

Nowy Hey jest nieco klubowy, transowy i bardzo świeży. Muzyka nie drażni, a porywa; zaskakuje na tyle przyjemnie, że nie żal zupełnie zerowej obecności grunge’u czy znikomości rocka. To prawdziwa mieszanka progresywna doprawiona bluesem i jazzem, silnie aromatyzowana elektronicznym majerankiem. Jednak tym, co najbardziej ujmuje są niewiarygodnie trafne teksty Kasi Nosowskiej. To wprost fenomenalna żonglerka metaforą pozwalająca głębinom duszy na uzewnętrznienie. Trudno byłoby znaleźć w polskiej muzyce naszych czasów drugą tak błyskotliwą poezję. Jeśli dodamy to tego niższy – doświadczony przyjemnostką pt. „papierosy, kawa, ja”- głos Katarzyny, to otrzymamy mruczący kawałek muzycznej rozkoszy w postaci „Nie Więcej…”. Nie ma na tej płycie przeciętnego utworu. Wszystkie są ciekawe, jeśli nie wybitne („Chiński Urzędnik Państwowy”, „Faza Delta”). Tytułowy kawałek przypomina mi w refrenie rozpasaną młodością manierę krzyku Cool Kids Of Death, a całość kojarzy się z poezją śpiewaną oplecioną latoroślą elektroniki, co jest niezwykle krzepiące, bo udowadnia, że kombinacja subtelnej treści i eksperymentalnych zabaw dźwiękiem jest możliwa!

Innowacyjny Hey brzmi refleksyjnie i bardzo energetycznie, nowocześnie i tradycyjnie ponadczasowo. Jest upragnionym porywem wiosny tej jesieni. Za takie muzyczne prezenty składamy dzięki.

„Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!” Hey

Magda Kotowska

Reklamy

16 myśli nt. „HEY. Elektronicznie o miłości.”

  1. Muszę mięć „elektroniczny majeranek”! Nie mogę wysiedzieć (rzadko mi się to zdarza). Ale skorzystam z okazji i polecę płytę, którą nie wiadomo z jakiego powodu po prostu przeoczyłem. Będąc całkiem zadowolony z ostatniego albumu Feist, bo o tę artystkę chodzi, z 2007 roku zignorowałem jej poprzedni album „Let It Die” wydany w 2004 roku. Ale za to z jaką siłą do mnie powrócił, wprawiając w drgania emocje i powodując niekontrolowane uśmiechy. To też bardzo intymna i kobieca, rzekłbym, płyta. Polecam do zrecenzowania, jeśli tylko macie ochotę na coś akustycznego i świeżego jednocześnie. Miałem zamiar sam zrecenzować „Let It Die”, ale z braku czasu niewiele mogę zrobić, a na poukładanie swoich myśli na temat jakiejś płyty trzeba odrobiny czasu.

    1. Dzięki za sugestyjkę. Zajmiemy się tym, rzecz jasna, tylko już w tym przypadku nie będzie to kwestią jednego wieczoru, bo u nas też „time flies!” jak śpiewa Porcupine Tree na ostatnim (b.dobrym!) albumie 😉 Może tym razem Kuba się podejmie i napisze recenzję z perspektywy testosterońskiej? 🙂 Ja, póki co, jestem pod rozkosznym wpływem elektronicznego majeranku… i zamierzam się nim przesadnie narkotyzować. Uwaga! Ratunku! Pomocy! ;)))

  2. Masz rację, że tym, co najbardziej ujmuje są teksty Kasi. Płyta jest nieco zbyt w klimacie solowego „Unisexblues” Nosowskiej, a szkoda, bo akurat twórczość solowa tej pani mniej przemawia do mnie niż dorobek zespołowy (co nie znaczy, że wcale, tylko przy arcydziele pokroju „Echosystemu” wszystko wypada blado;) ). Tak więc brzmieniowo oceniłabym ją trochę niżej, gdyby nie perfekcyjne teksty, a właściwie małe dzieła sztuki. Najpiękniejsze to chyba „Boję się o nas”, „Umieraj stąd”, „Chiński urzędnik państwowy”… Kasia Nosowska pozostaje mistrzem w wyśpiewywaniu uczuć wielkich i tych przelotnych.

    1. Brzmieniowo jest bardzo innowacyjna, zaskakująco elektroniczna. Nie przypuszczałabym, że Hey może się tak świetnie odnaleźć w tej muzycznej materii. Podoba mi się bardzo zmiana stylistyki. To chyba pierwsza ich płyta, którą tak świadomie się zauroczyłam. Trafiają do mnie dosłownie wszystkie kawałki z krążka… Może dlatego, że wydają się dojrzałe i pozbawione są typowej dla Heya nieco ckliwej infantylności, która zawsze mnie pociągała i drażniła jednocześnie. A Nosowska wielką poetką jest i czołowym głosem kobiecej wrażliwości 🙂

      1. Chimeryk słuchał uważnie i pozwolił się przegryźć albumowi. Niewiele jednak przez ten czas się wyklarowało. Pewne jest, że Hej od początku swojej działalności jest w świetnej formie i tym razem nic w tej materii się nie zmieniło.
        Wielki plus za eklektyczne połączenie nowoczesności z tym wszystkim, co mogliśmy usłyszeć na poprzednich albumach Heya. Ma się przecież wrażenie, że ta piosenka jest znajoma, to uderzenie jest podobne, to słowo (chodzi mi o np. o słowo „parszywy”) już gdzieś się pojawiło, ale generalnie nie jesteśmy w stanie stwierdzić gdzie.
        Z drugiej jednak strony łaknie się nowych rozwiązań (prawie doskonały Vanitas), tamte bowiem już dawno się osłuchały i są tylko miłą dla ucha kopią poprzednich dokonań.
        Zatarła się ostatecznie na tej płycie wyrwa pomiędzy twórczością zespołu i solowymi albumami Kasi.
        Jeszcze tylko kilka słów o Vanitas, najciekawszym, najbardziej innowacyjnym, dającym tyle satysfakcji i… zawodu za razem. Utwór zaczyna się od niezidentyfikowanych szumów i syntetycznego buczenia, które wygina linię oscylatora niemal w idealną sinusoidę. Napięcie buduje rozwijające się, mroczne burczenie syntezatorów i orgazmiczne, leniwe szarpnięcia gitarą. Utwór nabiera tępa i rytmu, dźwięki gitary zbliżają się do nas nieuchronnie, oczekujemy wybuchu i… w apogeum napięcia utwór nagle się kończy. Wielki zawód, który mogę sobie wyjaśnić powodami artystycznymi i znaleźć nawet powiązanie takiego rozwiązania z tekstem piosenki, ale… och jaka szkoda! 🙂

        1. Chimeryku, uważaj z opisami przeżyć, bo ich obrazowość i siła emocji nakazują czucie tego, nad czym się rozwodzisz… Trudno się potem pozbierać 😉 Vanitas stało się teraz niebezpiecznym kawałkiem.
          Utożsamiam się z Twoim bólem. To jawny gwałt na emocji.
          Z tym że z drugiej strony ten wygenerowany niedosyt jest w jakiś sposób pociągający! Nagłe zatrzymanie rozpędzonego pociągu dźwiękowego pożądania pozostawia w klimacie rozbuchanego niespełnienia (nieludzka praktyka Pianistki się przypomina!).
          Ten utwór rzeczywiście nie mógł skończyć się inaczej, głównie przez wzgląd na tytuł/tekst. Pstryk i finito! Niczego Tam nie zabierzesz. Wszystko trzeba zostawić tutaj. Ale czy to nie stymulujące do odczuwania pełni wszelkich przeżyć, ich rdzenia – nawet jeśli noszą czasem znamiona zawodu…? 🙂

          1. Oj tak, stymulujące 😉
            Jak zwykle niemal w pełni się zgadzam. Ze względu właśnie na to, że tak wiele jest do powiedzenia o tym kawałku i tyle powiązań materii z ideą, to najlepszy utwór na płycie.

            PS Lubie też „Boję się o nas”

            1. Dla mnie każdy utwór jest osobną historią: piękną i poruszająco prawdziwą.
              „Boję się o nas” też wkręcający (i muzycznie i tekstylnie) choć nas chyba na razie nie dotyczy? Triumf młodości owszem, ale nie jako zagrożenie? Ciebie ta ‚parszywość’ nęci, a mnie ‚cieniutka niteczka pewności’ 😉
              „Faza Delta” zasługuje chyba na uwagę, choć z leksza dyskotekowa. Podoba mi się konstrukcyjnie/kompozycyjnie. Moment, w którym protagonistka płynie oniryczną tratwą w objęcia spełnienia, wyobrażonego dla niej przez Morfeusza wydaje mi się niezmiernie błyskotliwą pointą! Jak pięknie można upatetycznić mrzonkę… 😉

              PS Może uzgodnijmy coś, w czym moglibyśmy się nie zgodzić? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s