W katedrze ku czci bogini Technologii

Ten skromny francuski komiks niesie w sobie więcej sensów i znaczeń niż niejedna powieść egzystencjalna.

Książeczka jest faktycznie niepozorna – czarnobiałe, proste, ale ładne kadry, które współgrają z psychodeliczno-absurdalnym nastrojem scenariusza, nieco niedbałe, rozchwiane. Często wręcz stanowią osobne dzieła pośród niewielu dialogów. Brak tu też wstępu, zakończenia, czy jakichkolwiek informacji o autorach, komiksie itp. Zresztą nie potrzeba, opowieść ma bronić się sama, chwała więc wydawcom za taką decyzję.

Całość wygląda nieco niedbale, ale to tylko pozory. „Dworzec Centralny”, to bowiem purnonsensowa alegoria o zniewoleniu, które sam sobie zgotowaliśmy – poprzez technologię, nowoczesność, w której coraz częściej się gubimy. W morzu biurokracji coraz mniej w nas ludzi – może dlatego pośród bohaterów znajdziemy koty, ptaki, wilki…

Bohater pojawia się w historii znikąd, nie ma imienia i niczego o nim nie wiemy – znak to od razu, że czytamy historię, która jest metaforą. Próbuje znaleźć pociąg do domu, jednak żaden nie kursuje, a tablica odjazdów jest pusta. Spotyka po drodze kaznodzieję, który nowoczesność – symbolizowaną przez ów dworzec – przyrównuje do kościoła. „Wszystko jest! Witraże, ołtarz, narzędzia pokory i adoracji, księża i ikony…”, świętą księgą jest natomiast rozkład jazdy, o tyle pożądany, że niedostępny. Jedynym ratunkiem jest bunt przeciw materializacji i standaryzacji życia, w celu zrozumienia siebie. Mędrzec jednak mówi, jak to zwykle bywa, językiem niezrozumiałym, więc pomimo słuszności swych tez pozostaje odstraszającym szaleńcem, jakich świat zna wielu już od czasów Kasandry. Podobna metka przyczepiona zostaje również innemu bohaterowi, który nie chcąc czekać na pociąg, postanawia wrócić do domu pieszo. Bunt piękny w swej prostocie.

Bohaterów jest więcej, każdy z nich to pewien model podejścia do otaczającej nas rzeczywistości, pewien sposób radzenia sobie z nią, bohater staje się natomiast biernym obserwatorem i uczniem spotykanych postaci.

Komiks nie porywa może oryginalnością, wszak sytuacje takie znamy czy to z Frantza Kafki (do którego dzieł „Dworzec…” jest porównywany), czy z teatru absurdu Mrożka i Ionesco. Wart jest jednak przeczytania, chociażby po to, by znów zastanowić się, czy to technologia istnieje dla nas, czy czasem nie jest już na odwrót. Można go czytać wielokrotnie, czy to odkrywając kolejne warstwy znaczeniowe poukrywane w zdaniach i kadrach, czy po prostu podziwiać proste i eleganckie rysunki. Lektura pozostawia jednak trochę niedosytu. Po historiach poruszających tak ważkie, egzystencjalne tematy, spodziewałbym się bardziej zaskakującego i mocnego zakończenia. Ale może to właśnie o to chodzi – prostota zwycięży wszystko…

„Dworzec Centralny”
scenariusz Lewis Trondheim, rysunki Jean-Pierre Duffour

Kuba Knoll

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s