Islandia z krwi i błota

BagnoJesień, Reykjavik. W domu usytuowanym na bagiennych terenach dwóch bawiących się chłopców znajduje zwłoki starszego mężczyzny. W mieszkaniu, oprócz ogromnej ilości pornografii i obrzydliwego odoru, policja znajduje stare zdjęcie grobu. Zaczyna się mozolne śledztwo prowadzone przez Erlendura Sveinssona.

Obok wątku śledztwa, obserwujemy historię mężczyzny, który cierpi po utracie pięcioletniej córki. W trakcie trwania filmu dowiadujemy się, w jaki sposób te dwa wydarzenia się łączą, a łączą się dość nieobliczalnie.

„Bagno” jest ekranizacją kryminału islandzkiego pisarza Arnaldura Indriđasona (książka w Polsce jest przetłumaczona jako „W bagnie”). Reżyserii i produkcji podjął się Baltasar Kormákur, reżyser dość znanego u nas filmu (w końcu niewiele islandzkiego kina można w Polsce oglądać) „101 Reykjavik”. Dzięki reżyserowi powstał świetnie sfilmowany, klimatyczny i trzymający w napięciu film. Ciężko się od niego oderwać, chociaż akcja ciągnie się dosyć wolno. Erlendur z mozołem brnie przez zagadkę morderstwa, jednocześnie próbując ogarnąć własne życie – ciągłe problemy sprawia mu ciężarna córka-narkomanka.

Film przez swoją atmosferę jest mocno przygnębiający, zimny jak Islandia. Jesień nie pieści naszego wzroku barwami, jest szara, mroczna, wietrzna. Gdyby chociaż spadł śnieg, który by wybielił ten krajobraz! Nic z tych rzeczy. Przytłaczające są nawet domy – dochodzę do wniosku, że film musiał być chyba kręcony w najbrzydszych częściach Islandii. Widzimy betonowy blok na podmokłych terenach, domki z obdrapanej blachy falistej. Także bohaterowie nie dodają uroku. Być może to, że wyglądają tak ludzko, sprawia, że są odpychający. Nie są odstawieni w garnitury, jak to się zdarza policjantom z amerykańskich filmów. (Swoją drogą, w filmie nawet następuje wyśmianie amerykańskich sposobów ścigania mordercy – policjant, który studiował w Stanach Zjednoczonych kryminalistykę i próbuje naśladować Amerykanów, jest traktowany z przymrużeniem oka.) Są brzydcy, nawet jedzą obrzydliwie – scena posiłku Erlendura jest tego najlepszym dowodem.

„Bagno” pokazuje też jak ważne są wartości rodzinne. Jak z zerwaniem więzi radzą sobie ludzie i do czego są zdolni, kiedy się okaże, że nie do końca są tymi, za których się uważali.

Film to jedno wielkie, tytułowe bagno – szare, brzydkie, śmierdzące, ale jednocześnie bardzo mocno wciągające. Więcej takich bagien, proszę.

„Bagno”,  reż. Baltasar Kormákur

Magda Pleskacewicz, 21-gramów

Reklamy

3 myśli nt. „Islandia z krwi i błota”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s