Góry, góry, aż pod chmury

Już piąty rok górscy entuzjaści z Wrocławia uratowali wędrowne dusze błąkające się z różnych powodów po wielkomiejskich uliczkach, pośród zgiełku i smogu samochodów przypominając, że to „w górach jest wszystko, co kocham”.

Mahomet się w góry wybrać nie wybrał, to góry do Mahometa przyszły. Taka jest właściwie zasadniczo rola wrocławskiego przeglądu kultury studenckiej „W górach jest wszystko, co kocham…” – przypominać, jak bardzo chce nam się nie-miasta, a gór w szczególności. Tym większą daje radość jedność, że oto nie jesteśmy tu jedynymi, co potwierdzają tłumy z plecakami, karimatami i górskimi butami rozsiani po całej stołówce Politechniki Wrocławskiej. A czyż nie jest to idealne miejsce właśnie na pieśni turystyczne i poezję śpiewaną? Po takim spotkaniu nic tylko ruszać razem na szlak.

„W górach…”, to już osobny świat, ale otwarty na każdego, kto odczuwa podobnie, podobnie szuka i „szukania mu trzeba”. To nie tylko Wrocław, koncerty odbywają się co roku także w Rzeszowie, Lublinie, Krakowie, Nowym Sączu, Głuchołazach, Kielcach, Przemyślu, Bukowinie Tatrzańskiej, Bielsko-Białej, Katowicach, Łodzi, Olsztynie, Poznaniu, Warszawie, Gdyni, itp., itd., nie zapominając o zbliżonych klimatem (a czasem prowadzącymi i widzami) „Gitarą i piórem” w Karpaczu i podjeleniogórskich Borowicach, czy Giełdzie Piosenki Studenckiej w Szklarskiej Porębie z 42-letnią tradycją. Górale, nie jesteście więc sami! Wrocławska edycja obchodziła w tym roku mały jubileusz – piąty. Z tej okazji nie zmieniło się nic, wciąż zapewniła świetny klimat, piękną muzykę i wyrzut, że nie ma nas teraz na Pielgrzymach czy Połoninie Caryńskiej.

Ale wróćmy do koncertów, które swoją drogą bardzo były różnorodne – od debiutantów, co gwiazdami się stają festiwalowymi po zwycięstwie w zeszłym roku w części konkursowej (wedle prowadzącego dzieje się i tak, że zwycięzcy konkursu na początku sezonu, pod koniec występują już jako clou wieczoru) aż do gwiazdy kalibru dużego, w rodzaju Czerwonego Tulipana, Mikroklimatu, Jerzego Filara, ale i dobrego ducha turystycznych szlaków – kowala Macieja Służały. Byli więc owi zwycięzcy sprzed roku – Basia Beuth i osobny, wyraźnie w swoim prywatnym świecie istniejący, świetny Szczyt Możliwości, powracający Pod Jednym Dachem, Żeby Nie Piekło, ale i starzy bywalcy – Apolinary POlek, Dom o Zielonych Progach, Na Bani. Ba! Wykonawców zawsze tam tak wiele, że nie wiadomo kogo wspomnienie do domu zanieść najmocniejsze.

Mi osobiście właśnie owi debiutanci najbardziej przypadli do gustu. Może z tego względu też, że wyraźnie dowodzą, że poezja śpiewana, to nie umarły gatunek przeznaczony jedynie dla starych ramoli, że młodzi mają tu dużo do powiedzenia, ta świeżość jest dobra! Swoją drogą w Szklarskiej „szarymi łosiami” (w tamtejszej terminologii to starzy bywalcy, co zapuścili korzenie i wracają co rok) stają się także ludzie młodzi, często także przez rodziców nauczeni.

Na kolejne edycja „W górach…” – tak we Wrocławiu, jak i w pozostałych miejscach – zdecydowanie nakręcam, przyjemna i bardzo staroświecko-studencka to odmiana od wszechogarniającego zgiełku i harmideru. Niech zachętą będzie podtytuł tutejszego cyklu „poezja muzyka ludzie”. Dla każdego z tych składników z osobna, a zwłaszcza razem – warto!

V Wrocławski Przegląd Kultury Studenckiej „W górach jest wszystko, co kocham…”

20-22 listopada 2009

Kuba Knoll

PS Zdjęcia z tegoż Przeglądu zobaczyć możecie na stronie gazety Best.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s