„Gigante”, czyli zwyczajnie o zakochaniu

Adrian Biniez debiutuje kinematograficznym minimalizmem nacechowanym zwyczajnością bytu, przeciętnością sylwetek bohaterów oraz ich ambicji zawodowych. W opozycji do komercyjnych komedii romantycznych argentyński reżyser zainwestował w mało atrakcyjną obyczajowość, rezygnując z mydlenia oczu słodyczą pięknych aktorów, niesamowitością ich przygód, zbiegów okoliczności, intryg i bajkowej konwencji w ogóle. I co? Okazało się, że na tę szarość bytu jest popyt, bo film triumfował na festiwalu w Berlinie.

Biniez kreśli portret ochroniarza supermarketu, podkreślając banalność jego życia opartego na szeregu rytuałów, monotonii, powtarzalności i emocjonalnej nudzie. Co ciekawe i w jakiś sposób ujmujące, bohater daleki jest od malkontenctwa. Można uznać, że „robi swoje”, godząc się na schematyczność codzienności. Ma dobre i wielkie serce, proporcjonalnie do swojego wzrostu oraz rozmiarów bicepsa. Słucha ciężkiego rocka, rozwiązuje krzyżowki, zdarza mu się nastawiać kręgi szyjne. Utajonej rewolucji wewnętrznej doznaje dopiero, gdy zakochuje się w sprzątaczce – koleżance z pracy. I tu zaczyna się interesujące studium przypadku człowieka samotnego, który poczuł iskrę nadziei na wyczekiwaną miłość. Jara popada w niegroźną obsesję. Śledzi kobietę, monitoruje każdy jej ruch mopem, wie, gdzie mieszka, jak spędza popołudnia w Montevideo, z kim umawia się na randki. Cała ta inwestygacja jest jednak ujmująca i daleka od fanatyzmu, przeplatana zabawnymi incydentami i niezmiennie zwyczajna.

Właściwie nic w tym filmie nie zaskakuje; brak jakichkolwiek zwrotów akcji. Wiadomo, do czego zmierza bohater, widz życzy mu powodzenia i odwagi. Taka sobie prosta historyjka, która zostawia odbiorę z miłym przeczuciem, że tożsamość muzycznych upodobań może być dobrym początkiem kształtowania relacji. Ciekawy obraz, choć mam wrażenie, że pod prostotą (uznaną w Berlinie za innowacyjność) zabrakło głębszego fundamentu. Biniez, prócz reżyserowania, gra ze swoim zespołem tzw. niezależny pop i wygląda na to, że właśnie ten gatunek przeniósł na ekran. Film jest strawny, lekko undergroundowy, ale nie wybitny.

„Gigante” reż. Adrian Biniez

Magda Kotowska

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s