Pora radości, pora smutku

Gdy na zewnątrz śnieg skrzypi pod nogami, a wszechobecność świątecznych ozdóbek doprowadza do szaleństwa, warto pokrzepić się w domu gorącą herbatą i nowym albumem Stinga.

Sting dedykował go zimie – swojej ulubionej porze roku. Trzeba przyznać, że oddaje w pełni jej nastrój – kameralny, cichy, pełen refleksji. Statyczny i minimalistyczny, ale pełen majestatu i magiczny. „Zima to pora roku wyobraźni, bardziej niż każda inna dla mnie. Krajobrazy są magicznie przetworzone przez śnieg.”, mówi sam Sting. Nie sposób się z tym nie zgodzić, zima wszak kojarzy się z magiczną krainą Narnią, z duchami, ale i radosnym oczekiwaniem świąt, spotkań rodzinnych, czasu dla siebie i swych myśli. Płyta „If On The Winter’s Night…” idealnie ten nastrój przedstawia.

Można zarzucić autorowi, że poszedł na łatwiznę, znęcony komercjalnym sukcesem, przed świętami wypuszczając muzykę na Boże Narodzenie, pełną kolęd i pastorałek. Tak jednak postąpiliby tylko złośliwcy, bo jakość i oryginalność tej płyty nie pozwalają wierzyć w takie spekulacje. Znajdziemy tu zarówno jazz, typowy przecież dla Stinga, choć tu sprowadzony jedynie do drobnych wtrętów, jak i folk, czyli podstawę świątecznych obrządków. A jest to muzyka różnorodna – pochodząca z rodzimych stron piosenkarza (jak „The Snow It Melts The Soonest” śpiewana w angielskim New Castle upon Tyne), kolęda baskijska i niemiecka, angielska „pieśń żebraków” oraz poemat Roberta Louisa Stevensona (autora „Wyspy skarbów”) z wstawkami w języku gaelic. Niektóre piosenki kojarzą mi się nawet trochę z Dead Can Dance. Także instrumentarium zdradza, że mamy do czynienia z ambitniejszym podejściem do tematu – m.in. gitary, skrzypce, fujarka angielska, harfa, dudy, wiolonczela, ale również trąbka Chrisa Botti. Oprócz tego wiele tu nawiązań do muzyki klasycznej, przywodzących na myśl poprzedni album artysty „Songs From The Labirynth” z muzyką renesansu – pojawiają się bowiem kompozycje Bacha, czy Schuberta. Niezłe to musiało być zaskoczenie, ale i może zawód dla fanów Stinga, mnie natomiast cieszy, że eksperymentuje, nie poddaje się modom i wciąż rozwija. Miło patrzeć na jego obecną karierę po kiepskim „Sacred Love”.

Słuchając tej płyty widzę biel. Wszechogarniającą biel śniegu, który zdecydowanie jest na całej połaci. Widzę drewnianą chatę, w niej ogień w prostym kominku. Słyszę ludzi i ich gędźby (pomoże zdradzać, że to muzyka dobra raczej na tło, ale mi to nie przeszkadza). To muzyka na czas refleksji i wyciszenia, otwarcia uszu na innych.

Sting “If On The Winters Night…”

Kuba Knoll

Reklamy

Jedna myśl nt. „Pora radości, pora smutku”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s