Budda był grzesznikiem?

Grzech zawiera w sobie łaskę, dziecko nosi w sobie starca, noworodek śmierć, a każdy umierający wieczne życie. Czas jest nierzeczywisty, a więc każda chwila doskonała, bo sensowna. Dlatego w każdym człowieku należy wielbić przyszłego, możliwego, ukrytego buddę. Nie liczy się bowiem sam cel, ale to, co po drodze do jego osiągnięcia. Nieroztropność, próżność, materializm i każdy popełniony błąd są konieczne, by zdefiniować ostateczną wartość życia. Dotrzeć do momentu, w którym wielki spokój pozwoli na refleksję i kontemplację, a szum rzeki na doświadczenie prawdziwego spełnienia.

Siddhartha urodził się buddą, ale musiał zostać grzesznikiem, by wyzwolić się od woli wiedzy. Medytacja, która miała być świętym rytuałem bramina, okazała się ucieczką od ja, wytchnieniem od udręki bycia sobą, odurzeniem, które chroni przed bezsensem życia. Siddhartha dołączył więc do samanów, by jako wędrowny asceta wyzbyć się wszelkich pokus ducha i ciała. Jednak im dłużej pościł, tym mocniej odczuwał pragnienie zaznania rozkoszy ziemskich. Uległ im, poznając Kamalę, która nauczyła go miłości. Otoczył się bogactwem, zatracił w hedonizmie, aż dotknął całkowitej, zjadliwej pustki. Porzucenie majątku dało Siddharcie wielką ulgę. Ubóstwo przywróciło mu wzrok, dostrzegł na nowo piękno Natury, które okazało się najcenniejszym skarbcem. W rzece znalazł nauczyciela, a w sobie buddę.

To bardzo skrótowy zapis drogi grzesznika, który urodził się buddą, nakreślonej przez Hessego, ale wystarczy, by skonstatować wielką wartość każdego egzystencjalnego doświadczenia, które zbliża nas do bramińskiej mądrości; by zmobilizować do dostrzegania uzasadnionego piękna w najmniej pozornym szczególe własnego bytu i jego składowych, począwszy od zmaterializowanego, bezdusznego kamienia, a skończywszy na człowieku; by nie widzieć samego celu, ale to, co towarzyszy na drodze do jego osiągnięcia.

Z książki Hessego płynie bardzo cenna wiedza. Nie sądzę jednak, byś Ty – poszukiwaczu spełnienia i własnej twarzy – spoczął na słowie i myślach. Empiryczny bagaż nie grozi nadwagą. Doświadczaj więc, by obecna zwykłość stała się doskonałością. Bo czy sam nie jesteś buddą, skoro wciąż szukasz odpowiedzi?

Hermann Hesse „Siddhartha”

Magda Kotowska

Reklamy

4 myśli nt. „Budda był grzesznikiem?”

  1. Ta książka jest w zasięgu mojej ręki. Wkótce sięgnę po nią, by ją przeczytać.
    Ale nieco się obawiam. Czego?
    Tego, aby nie okazało się, że jest to jakaś… ubiegłowieczna wersja Coelho.
    Prawdę pisząc, nie wiem czego się spodziewać. Wszak „Wilka stepowego” czytałem w zamierzchłej przeszłości i nie wiem jak teraz zareaguję na Hessego.

    1. Przyznam, Logosie, że lekkie coelhowe wrażenie może towarzyszyć czytaniu, ale z drugiej strony czy to nie niepoważne, żeby Hessemu zarzucać styl współczesnych? 🙂 Prawda jest taka, że wędrówki filozoficzne odbywa każdy człowiek w trakcie swojego poszukiwania. To eksploratorstwo nie jest zbyt odkrywcze, raczej uniwersalne – praktycznie każdy mędrzec dochodzi do podobnych wniosków. Nauczka na błędach wzbogaca, a jeśli jednostka obdarzona jest większą wrażliwością, to tym życiowym lekcjom towarzyszy więcej wartościowych przemyśleń, doznań, także głębszych i bardziej intensywnych, a na pewno kontrastowych – najpierw buńczucznych, potem stoickich i kontemplatorskich.

      Hesse jest modelowym przykładem człowieka nadwrażliwego, zmysłowego eksploratora, który pzremierzał typową drogę do poznania, ale w sposób nietypowy – i to różni go od zwyczajności. Co więcej, każda jego podróż fizyczno-filozoficzna naznaczona była pięknymi rodzajami przeżyć. Każda książka jest inna – w zależności od tego, którego etapu życia dotyczy – osnuta jest blaskiem zmysłowej, kontestatorskiej, pełnej uniesień młodości (Peter Camenzind), duchowego poszukiwania (np. Siddhartha) albo zabójczo prawdziwych odkryć dot. ludzkiej samotności i wielości twarzy (Wilk…).
      Hesse jest towarzyszem mojego własnego pielgrzymowania, jest lustrem, w którym odbija się moje wnętrze…
      Czytaj więc, jakiekolwiek wrażenia mieć będziesz – na pewno warto. 🙂

      1. Magdo, ja niczego Hessemu nie zarzuczałem 🙂
        Wyraziłem jedynie obawę, czy aby nie spotkam w jego Siddharcie coelhowskiego sentymantalizmu i uduchowienia cokolwiek na siłę.

        Wczoraj zacząłem czytać tę książkę i… obawy się jednak rozwiały. Hesse pisze swoim językiem i nie odczuwam żadnej potrzeby porównywania go z kimkolwiek.
        Pewnie jeszcze dzisiaj to skończę i być może wspomnę coś o wrażeniach w jakiejś notce na blogu.

        PS. Wiem, że pisarzy takich jak Hesse czytać warto… właśnie ze względu na wrażenia, jakich może dostraczyć lektura tego, co napisali.

  2. Byłem gotowy aby dać Hessemu kredyt za to, że pisał „Siddharthę” prawie sto lat temu, ale… okazało się, iż nie ma takiej koniczności. Język (a i metaforyka), a nawet sama narracja Hessego – to wszystko wybroniło się samo, tak że nie musiałem (sam przed soba) odpierać zarzutu np. o anachronizm tej przypowiastki.
    Wszystko okazuje się nadal aktualne i książki tej nie zniszczyło nawet barbarzyństwo, jakiego dopuścili się wkrótce rodacy Hessego.

    http://wizjalokalna.wordpress.com/2010/02/18/asceza-czy-hedonizm-herrmann-hesse-siddhartha/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s