Każdy ma swoje małe piekło

Mądre, mocne teksty. Prosta, ale przemyślana muzyka. Charyzmatyczny, silny głos. Czy potrzeba czegoś więcej?

Piosenki, jakie znalazły się na płycie, powstawały z myślą o przedstawieniu zatytułowanym „Odjazd” w reżyserii Freda Apke (wystawiany w Teatrze Rozrywki w Chorzowie). Podobnie więc, jak w przypadku Marii Peszek, muzyka teatralna, stała się przyczynkiem do nagrania pełnego albumu. Sztuka opowiada o pasażerach pociągu, który utknął w zaspie gdzieś na polskiej, nadmorskiej prowincji. Czekający w poczekalni Polacy i Niemcy wciąż sobie dokuczają i docinają.

Piosenki są jednak daleko bardziej uniwersalne. Pozornie teksty Anny Saranieckiej biją smutkiem, ale – jak przyznaje sama piosenkarka – jest to bardziej zaduma i refleksja. Mi osobiście kojarzą się z utratą w wiary w świat, w cuda, ale wciąż bijącą w sercu wielką wolą życia. Wszak „prawda jest smutna, żaden profan raczej, dla sacrum nie poświęci się”. Są egzystencjalne, co wcale nie musi oznaczać, że dołujące. To świadomość braków swoich i świata, obecności zła, bolącej, żywej przeszłości, niepoznawalności naszego losu  czy miernoty swojego życia. Nie znaczy to jednak wcale, że nie chcemy wciąż trwać. Mimo wszystko. Taki byt jest bardziej dojrzały, co nie znaczy łatwiejszy i przyjemniejszy. Największe wrażenie robi jednak pewnego rodzaju protest song „I człowiek i mebel” o ciągłej walce o nasze człowieczeństwo. Przejmująca piosenka, jak i cały album.

„Choć swoją ma cenę

I człowiek i mebel

Kim będę gdy sprzedam się?

Jeśli odetniesz sumienie

To w trupa zamienisz

Kogoś kto jeszcze mógł żyć

Lepiej nie

Myśleć że jestem zwykłym zerem

Obok cyfr które są losu transferem

Lepiej nie

Myśleć że tak być musiało

Zero to przecież nic

Czyli kurewsko mało

W dupie mam

Prawo co każe mi zabijać

Cichy głos że to nie moja jest wina

Póki on we mnie tkwi

To jest przyczyna

Żeby jak dziwka zwykła nie czuć się

Czy kawał skurwysyna.”

Muzycznie „Odjazd” jest w dwóch wersjach – album zawiera bowiem płytę „Odjazd demo” nagraną w domowym studiu Renaty Przemyk, przez nią w całości zagraną, bardzo kameralną i prostą. Drugi to już oficjalny „Odjazd”, z rozszerzoną partią instrumentalną. Moim zdaniem największą moc ma jednak ten pierwszy – prosto, acz dobitnie (często z punkową siłą) przekazuje idee, nie przeszkadzając słowom. Taka forma pozwala poznać proces ewolucji piosenek.

Renata Przemyk jest jedną z tych artystek, które zawsze chodzą swoimi drogami, nawet jeśli nie są one popularne i przetarte. Tworzy muzykę osobną i własną, która nie każdemu przypadnie do gustu. Anna Gromnicka w swojej recenzji na dla Dziennika napisała: „Jedno jest pewne – Przemyk nie nagrywa płyt, których musiałaby się wstydzić.” I za to wielkie dzięki! Jej piosenki chodzą mi teraz po głowie bez przerwy i nie potrafię się od nich uwolnić.

Renata Przemyk „Odjazd”

Kuba Knoll

Reklamy

2 thoughts on “Każdy ma swoje małe piekło”

  1. Muszę przyznać, że dopiero wczoraj odważyłam się przesłuchać oficjalnego „Odjazdu”. Tydzień dojrzewałam do tej decyzji, bo wcześniej włączyłam piosenkę „I człowiek i mebel” z oficjalnej płyty i się przeraziłam… Ta elektroniczna otoczka całkowicie ją zepsuła, ugłaskała, nie ma tego kopa, który tak wali po uszach w demo.
    Ogólnie, cała płyta w wersji demo jest taka bardziej prawdziwa, bez elektronicznych zabaw. Tak jakoś muzyka kojarzy mi się z taką dziwaczną, smutną trupą cyrkową, mogłaby się nadawać jako podkład w „Carnivale”:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s