Niosący ogień

Cormac McCarthy jest uznawany obecnie za jednego z czterech najważniejszych amerykańskich pisarzy. Już po przeczytaniu samej „Drogi” wiadomo, dlaczego.

Dwóch anonimowych ludzi podróżujących po postapokaliptycznych terenach Stanów Zjednoczonych, dotkniętych jakąś niezidentyfikowaną katastrofą. Mężczyzna i chłopiec. Ojciec i syn. Bezgranicznie się kochający, uzależnieni od siebie, potrafiący sprostać rzeczywistości wyłącznie razem. Uzupełniający się nawzajem. Wokoło smutek, przerażenie, brak nadziei. Trupy. Zwęglone, nadjedzone, zgniłe. Nieludzkie trupy ludzi. Pozbawione czci i honoru. Upodlone. Cała egzystencja to poszukiwanie pokarmu. Powrót do pierwotnych czasów, jednak pozbawiona całego romantyzmu i radości z natury. Ewolucja na siłę cofnięta do początków, ale z całym bagażem doświadczeń, wiedzy i śmieci wytworzonych przez setki lat. Permanentna szkoła przetrwania. Szkoła człowieczeństwa. Ciągłe wystawianie się na pokusy odejścia od cywilizowanych zachowań i nie tyle nawet zezwierzęcenia, co sięgnięcia dna. Chłopiec ciągle pyta: A my jesteśmy dobrymi ludźmi? – trzeba temu sprostać, a nie jest łatwo. Trzeba budzić się rano i iść. Wokoło poukrywani ludzie. Nie mają dobrych zamiarów. A jeśli mają, to ryzykuje się życiem, sprawdzając to. Można skończyć martwym i zjedzonym. Trzeba podróżować samemu. W głowie kołaczą wspomnienia dawnego życia, żony. Mieszają się z zazdrością martwym ich spokoju i odpoczynku. Jak żyć, kiedy wszystko straciło cel i sens?

Książka McCarthego jest przejmująco smutna, ale też napisana przepięknym, poetyckim językiem. Prowadzi drogami, którymi nigdy nie chcielibyśmy iść. Opowiada o sytuacjach, których nigdy nie chcielibyśmy przeżywać. Wciąga nas w świat, który chcielibyśmy, by pozostał dla nas obcy. Stawia przed problemami, których rozważania wolimy unikać. Pyta o kondycje ludzkości, a odpowiedzi nie zadowalają. Czytamy ją z przejęciem, choć sprawia nam to ból. Podobnie jak w „To nie jest kraj dla starych ludzi”, autor nastawiony jest do świata raczej pesymistycznie. Nie potrafi zrozumieć jego okrucieństwa i samozniszczenia. Opisując wszystko, co widzi językiem prostym, klarownym i ostrym jak nóż, pozwala uświadomić sobie, jaka rzeczywistość jest naprawdę. Ta, w którym żyjemy na co dzień i ta, która może nas czekać. Póki nie jest za późno na jej naprawienie. Krótkie, lakoniczne dialogi grają na emocjach, mówiąc niewiele, a przecież wszystko, co można powiedzieć.

„Myślisz, że umrzemy?

Nie wiem.

Nie umrzemy.

Dobrze.

Ale ty mi nie wierzysz?

Nie wiem.

Dlaczego myślisz, że umrzemy?

Nie wiem.

Przestań mówić nie wiem.

Dobrze.

Dlaczego myślisz, że umrzemy?

Bo nie mamy nic do jedzenia.

Coś znajdziemy.

Dobrze.

(…)

Myślisz, że cię okłamuję?

Nie.

Ale myślisz, że mógłbym cię okłamać w sprawie śmierci?

Tak.

No dobrze. Być może i tak. Ale nie umieramy.

Dobrze.”

„Droga” przypomina opowieści cyberpunkowe, w stylu „Mad Maxa”, czy gry Fallout, jest jednak o wiele głębsza. Poetycka, dekadencka powieść drogi, jako swego rodzaju pokuty. Z nieznajomością win, kierunku czy kresu. Dająca jednak nadzieję, że ludzie do końca mogą pozostać „niosącymi ogień”, jest czymś w rodzaju łabędziego śpiewu świata. Egzystencjalna, skoncentrowana na jednostce, ale uniwersalna, jak „Dżuma” czy „Miasto ślepców”. Przestroga dla współczesnych, a zarazem piękna opowieść o miłości, śmierci i walce o przetrwanie. Zarówno ciała, jak i ducha.

Cormac McCarthy „Droga”

Jakub Knoll

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s