NIWEA, no!

Cuchnące ulice, patologiczne klatki piersiowe, duszny mrok, podwórkowe dziady i wszędobylski zapaszek życiowej nędzy – debiut duetu NIWEA daleki jest od przestrzeni rajskich. Emocjonalnego fetoru dodaje treściwe podłoże słowne Wojtka Bąkowskiego, oprowadzające słuchacza po zadymionych miejskich stajniach.

NIWEA…01 to jaskrawie smutny portret polskiej rzeczywistości. Eteryczna muzyczka ściąga w autentyczne doliny percepcji, każe nurkować w odmętach patologii, wyrzuca na bruk wszelkie odłamy pozytywu. Jest ciemno i beznadziejnie, ale co odkrywcze – sprawcą takiego klimatu nie jest lingwistyczny wulgaryzm typowy dla raperskich skarg na Polskę. Zamiast tego słyszymy zaciąganą melorecytację przemieszaną z blokerską gadką, zmęczonym oddechem i gwizdnięciami osadzonymi w genialnej elektronice, która działa na tym krążku po ciemnej stronie mocy i doskonale spełnia swoją funkcję.

Mimo, że płyta NIWEI ma wydźwięk pesymistyczny, to słucha jej się z przyjemnością. Elektroniczny zmysł Dawida Szczęsnego i awangardowy post-rap Wojtka Bąkowskiego wchodzą w symbiozę, tworząc łaskoczące rzeczy oplecione senną wełną. Sens ma każdy dźwięk, konwencja przedstawiania treści i minimalizm wydawnictwa, co zbliża ten projekt do pojęcia sztuki i z takiej perspektywy należałoby ten album interpretować.

NIWEA…01

Qlturap 2010

Magda Kotowska

Independent.pl

Reklamy

3 myśli nt. „NIWEA, no!”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s