Wampirem być niełatwo

Opowieść o wampirach na mazurskiej prowincji? To musi być straszny banał odcinający kupony zarówno od Rancza Wilkowyje, jak i całej zmierzchowej serii! Na szczęście „Kołysanka” Juliusza Machulskiego dowodzi, że niekoniecznie.

Podstawową zaletą tak tego filmu, jak i chyba każdego dzieła twórcy słynnej „Seksmisji”, jest brak sztucznych ambicji do bycia kinem ambitnym, a więc czymś, czym „Kołysanka” przecież nie jest. To po prostu świetne kino rozrywkowe, reżyser idzie wciąż drogą wytyczoną na samym początku, jaką jest opowiadanie ciekawych historii i tworzenie filmów, na które sam chciałby iść do kina. Nie znaczy to wcale, że wszystko, czego pan Machulski się dotknie, od razu obraca się w filmowe złoto – wspomnieć można chociażby nieszczęsny, choć realizacyjnie dobry „Ile waży koń trojański”. Każdemu jednak zdarzają się błędy, wszak nawet Ridley Scott, który mógłby uchodzić za mistrza kina rozrywkowego, stworzył niedawno, niezbyt dobrze przez krytyków przyjętego „Robin Hooda”.

Ale wracając do filmu, opowiada historię rodziny wampirów, która przenosi się na małą mazurską wioskę, by żyć tu jak inni. Z tą tylko różnicą, że do istnienia potrzebują krwi. Stąd też i miejscowość nawiedza fala porwań, a w związku z tym i śledztwo trochę nierozgarniętej policji. To oczywiście tylko uproszczony wstęp do tej historii pełnej niuansów, drobnych, śmiesznych epizodów, problemów rodem z codziennego życia (żona chce przenieść się do miasta, a mąż niekoniecznie, syn natomiast wątpi, czy jego ojciec jest nim naprawdę, Niemcy chcący kupić ich polską ziemię, czy kryzys ekonomiczny objawiających się kłopotami z pracą). Ale całość okrytwa konwencja wampirza, nadając zupełnie inny charakter. Przy czym należy dodać, że owa konwencja więcej ma z uroku i gracji czarnego humoru Rodziny Adamsów, niż z całej gamy wampirzych filmów i książek, jakie po Zmierzchu zaczęły nawiedzać księgarnie i kina.

Wyczytałem, że pierwotnie Kołysanka miała być serialem, ale z racji ograniczonych środków finansowych została ostatecznie pełnometrażowym filmem. I to widać, bo całość trochę się rozpada z czasem, po mocnym początku. Nie jest to jednak tak wielka wada, bo ironia, czarny humor, nastrojowa muzyka Michała Lorenca nawiązująca do Rodziny Adamsów i doskonałe aktorstwo (oczywiście najbardziej pastiszowe odgrywanie wampirów, ale właściwie wszystkich postaci) sprawiają, że jednak w kinie nie będziemy się nudzić. Przyznaję szczerze, że szedłem na Kołysankę z poważnymi obawami, że znów zawiodę się toporną, przaśną komedią. Tak przyjemnie się rozczarowywać życzę sobie jak najczęściej.

„Kołysanka”, reż. Juliusz Machulski

Jakub Knoll

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s