Masochistyczna przyjemność czytania

Chyba jeszcze nigdy nikt nie poruszył w ten sposób problemu toksycznych relacji matki i córki, zwłaszcza, gdy córka jest dorosłą, dojrzałą kobietą. Wszak zwykle miłość matki do dziecka to coś pięknego i czystego. W „Pianistce” Elfriede Jelinek te świętości są zdeptane i porwane na strzępy, niczym sukienka tytułowej pianistki, gdy ta nie przyszła do domu na czas.

Bohaterką książki jest niemal czterdziestoletnia Erika, która we wiedeńskim mieszkaniu żyje razem ze swoją matką. Ambicje matki, by córka stała się światowej sławy pianistką, przekraczają granice zdrowego rozsądku. By marzenia matki mogły się spełnić, odseparowuje Erikę od innych ludzi, a zwłaszcza od mężczyzn, bo w nich widzi główne zagrożenie dla kariery swojej córki. Marzy, by mieć ją tylko dla siebie, dlatego nawet w nocy śpią w jednym małżeńskim łożu. Mimo usilnych starań, nie może jednak całkowicie wyeliminować obecności innych osób w życiu Eriki, bowiem Erika uczy gry na pianinie we wiedeńskim konserwatorium. Tam też spotyka dwa razy młodszego studenta – Waltera Klemmera, w którym budzi się namiętność do swojej profesorki.

Od tego momentu mogłaby się zacząć romantyczna opowieść, jak to szalonemu młodzieńcowi udaje się uwieść kobietę i uwolnić ją z rąk apodyktycznej matki. Ale Jelinek nie ułatwia sprawy, zarówno bohaterom powieści, jak i czytelnikowi. Klemmer nie wie, że Erika wychowywana bez mężczyzn w swoim otoczeniu, pod ciągłą kontrolą surowej, skąpej uczuciowo matki, ma problem ukazywaniem uczuć i własną seksualnością. W dzień przedstawia się jako wymagająca pani profesor, która potrafi zmieszać uczniów z błotem, gdy nie zagrają odpowiednio lub prowadzić tyrady na temat Bacha, Beethovena czy Schuberta. Wieczorami dochodzą do głosu jej potrzeby – jako, że nie znosi bliskich kontaktów z innymi, jej sposobami na rozładowanie napięcia są czynności samookaleczania lub wycieczki do „zakazanych” dzielnic Wiednia, w których oddaje się podglądactwu. Czytelnik nie ma łatwo, gdyż jest szczegółowo informowany o działaniach Eriki, sam stając się jednocześnie podglądaczem.

Mimo że lektura „Pianistki” nie jest przyjemnym przeżyciem, to jednocześnie trudno się od niej oderwać. Bo tak naprawdę to nie o fabułę tu chodzi, ale coś co się pod nią kryje – pokazanie jaką rolę odgrywają rodzice w kształtowaniu (a czasami raczej krzywieniu) psychiki dziecka. Pokazuje do czego może doprowadzić chęć spełnienia własnych marzeń za pomocą dzieci – kosztem ich dzieciństwa i uczuć. Nie są to wymysły Jelinek, gdyż sama w dzieciństwie miała podobne doświadczenia, będąc przymuszana do nauki gry na pianinie. Twierdzi, że to był wyniszczające dla jej młodości i życia, bo, jak sama mówi, „kiedy traci się młodość, to na całe życie”.

Elfriede Jelinek niszczy też stereotyp Wiednia, jako miasta wysokiej kultury oraz natchnionych artystów. Erika w niczym nie przypomina mojej wizji pianistki – wrażliwej, delikatnej pani w czarnej eleganckiej sukni. Wiedeń także nie jest miejscem, gdzie ludzie przesiadują w filharmonii, a na co dzień chodzą we frakach. Miasto ma takie swoje dzielnice, do których wieczorami ciągną mężczyźni, by ulżyć swoim popędom, a dzieciom za wszelką cenę nie pozwala się do nich wstępować.

Pianistka może się podobać albo nie. Zgadzam się, że można jej zarzucić epatowanie przemocą i przesycenie perwersyjnym seksem. Nie przeczę także, że niektórych może też odstraszyć styl, jakim jest napisana. Jest pozbawiona tradycyjnych dialogów, czasami się ma wrażenie, że Jelinek od razu spisywała wszystko, co jej przyszło do głowy. Jednak nie jest to język prostacki, a wręcz przeciwnie – barwny, ekspresyjny, pełen ciekawych fraz. Tak jakby go zburzyła i skonstruowała według swojej wizji. Przyznaję, że filmu na podstawie „Pianistki” zrobionego przez Michaela Haneke jeszcze nie widziałam, ale obawiam się, że styl Jelinek i smaczki językowe, trudno przenieść na ekran. A bez tego film może wiele stracić.

Warto przeczytać, chociażby po to, by wyrobić własne zdanie na temat słuszności nagrodzenia Jelinek literacką nagrodą Nobla.

Elfriede Jelinek „Pianistka”

Magda Pleskacewicz

Advertisements

2 myśli nt. „Masochistyczna przyjemność czytania”

    1. Ja jako szczęśliwiec, który książki nie czytał, mogę dokonać aktu kulturalnego spotkania w należytej kolejności. A, że wszelka dekadencja, o ile nie jest tylko pustym biadoleniem, zawsze do mnie przemawiała, tym bardziej czuję się nakręcony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s