ENH 2010 ex post

Filmowe wakacje trwają. Podczas gdy parzysta garstka delegacji Nekręcaczy rozkoszuje się urokliwą swojskością w Zwierzyńcu, druga część dochodzi do siebie po ENH 2010. Ponieważ czas jest na wagę złota, to musiałam ograniczyć się do fastfoodowego podsumowania z wykorzystaniem wrażeń ex post spisywanych regularnie na Filmasterze. Odnotowuję triumf Herzoga i Xaviera Dolana. Poniżej recenzje filmów, które mnie nakręciły. Kolejność wpisów nieprzypadkowa, rosnąca, stopniująca zadowolenie. Skala ocen: 6-10.

Dziwny przypadek Angeliki (O Estranho Caso de Angélica), 2010 reż: Manoel de Oliveira

Przykład na to, że we własnym filmie reżyser może sobie strzelić samobójczą bramkę. Świetny początek. Genialne wprost zdjęcia. Ujmująca muzyka doskonale komponująca się z estetyką obrazu. Lekkie zniesmaczenie banałem, gdy główny bohater popada w obłęd zakochania od pierwszego wejrzenia w zmarłej piękności. Potem wspomniany samobój, tj. scena szalonego biegu do dosłownej utraty tchu na wieść o śmierci ptaszka z klatki. Po pięknym, poetyckim filmie został pusty śmiech i rozczarownie.

Upadek anioła (Melegin düsüsü), 2005 reż: Semih Kaplanoglu

Nie widziałam pierwszych 15 minut, ale liczę, że specjalnie nie zakłóciło to odbioru. Wymowny film. Powracający motyw zniewolenia kobiety. Przez religię (nawet jeśli out of use). Przez tradycję. Przez ojca. Jednocześnie wielka potrzeba wyzwolenia – scena na balkonie ładnie spuentowała film. W tym temacie moim guru jest „Głową w mur” i nic go nie przebije. Tym bardziej podejście minimalistyczne, dalekie od emocji, które tworzy Tsai. Jakkolwiek, obraz wartościowy.

Uzak, 2002 reż: Nuri Bilge Ceylan

Jak to u Ceylana: powoli, melancholijnie, dekadencko. Mieszczuch intelektualista zestawiony z wiejską prostotą. Co ciekawe, oba obiekty porównania wychodzą „na zero”, są tak samo zniewieściałe i siebie warte. Mahmut i Yusuf są sami i samotni. Wygląda na to, że mieć nie znaczy być, a w obliczu życiowej pustki intelekt nie pomaga. Świetne zdjęcia – jeszcze autorstwa reżysera i całkiem pożyteczne spotkanie po seansie. Z mocnym przesłaniem: przeintelektualizowanie jest złem!

Kobieta jest kobietą (Une femme est une femme), 1961 reż: Jean-Luc Godard

Jestem zauroczona Godardem. Błyskotliwością, socjologiczną prawdą, poczuciem humoru, trafnością obserwacji, niekonwencjonalnością przedstawiania relacji międzyludzkich. „Kobieta jest kobietą” to socjologiczny klasyk. Przednio się ubawiłam!

Hadewijch, 2009 reż: Bruno Dumont

Różne oblicza miłości w świecie głębokiej wiary. Film rozlicza się z ludzkimi wyobrażeniami o Bogu. Pyta, jak ziemskie, kobiece ciało ma się oddać miłości do Jezusa utożsamianego z mężczyzną z krwi i kości? Jak poradzić sobie z uczuciem i potrzebą cielesnej bliskości? Czym w ogóle jest cnota miłości? Orężem w wojnie o sprawiedliwość i bronią fundamenstalistów czy wiellkim cierpieniem? To także film o samotności, potrzebie ciepła i gorzkim materializmie. Warto.

Jej droga (Na putu), 2010 reż: Jasmila Zbanic

O tym, w co przepoczwarza się zgrane partnerstwo, gdy połowa duetu rewolucjonizuje swój system wartości w dążeniu do świętości. O tym, że nie znamy dobrze siebie, a co dopiero człowieka, z którym żyjemy. O potędze przemiany i jej konsekwencjach. O sile duchowości i ludzkiej potrzebie obcowania z niematerią wyższą. O konflikcie między wygodnym hedonizmem a regułami religii. O stereotypach. O trudnej sztuce wyboru. O miłości. Bardzo dobry film z dobrą muzyką, zdjęciami i z dziwnym zakończeniem.

O bogach i ludziach (Des hommes et des dieux), 2010 reż: Xavier Beauvois

Mam mieszane uczucia. Możliwe, że za wiele od tego filmu oczekiwałam (jako sensu na otwarcie). Brakowało mi „mocniejszych akcentów”, może większej dramaturgii?
Wymownie ukazany czysty portret chrześcijaństwa, w tym moc wiary i zwątpienia, bezwarunkowej miłości do bliźniego – brakuje takich świadectw dzisiaj, w erze dekonspiracji Kościoła „od kuchni”. Przepiękna, wzruszająca scena „ostatniej wieczerzy” – dla mnie kluczowa.

Kosmos, 2010 reż: Reha Erdem

Balsam dla duszy po bezużytecznym Trash Humpers. B. ładny film. Dużo symboliki w zestawieniu zwierzęcia z człowiekiem, dobra ze złem, sił nadprzyrodzonych z ziemską rzeczywistością, uzdrawiania ciała z nieuleczoną duszą, potęgi człowieka i jego niemocy w obliczu siły wyższej. Kosmos – niebieski ptak pełen miłości i naiwności – namiastka dobra, która próbowała zbawić kawałek świata. No i świetna scena atawistycznych zalotów (godowe okrzyki i symboliczne pazury namalowane lakierem do paznokci).

Życie z wojną w tle (Life During Wartime), 2009 reż: Todd Solondz

Bardzo zgrabne połączenie humoru i ważkości spraw. Świetna, płynna gra emocjami widza: szczery śmiech przeplatany głębszą refleksją, czyli wilk syty i owca cała. Trafione i wyraziste kreacje aktorskie. Zdrowa dawka dystansu i kinematograficznej lekkostrawności. I znowu w „szczęśliwym” Capitolu.

Synu, synu, cóżeś ty uczynił? (My Son, My Son, What Have Ye Done), 2010 reż: Werner Herzog

Studium szaleństwa mordercy jako próba odpowiedzi na pytanie o przyczynę zbrodni. Przerażający protagonista, ale wcale nie mniej niż jego matka i jej chorobliwa miłość. Świetna gra aktorska, znaczące, symboliczne ujęcia i genialna muzyka (m.in. Caetano Veloso i Chavela Vargas). Do tego ujmująca pierwsza scena i dawka typowego dla Herzoga „poczucia humoru”. Mocne 8.

Wyśnione miłości (Les amours imaginaires), 2010 reż: Xavier Dolan

B. dobry. Daję 8 za wysmakowane zdjęcia i przyjemność estetyczną, za doskonałe obnażenie międzypłciowych gierek, skutków hormonalnych eksplozji i głupstw czynionych pod wpływem rezonansu magnetycznego, zwanego chemią. Przegenialna muzyka. Miłość, bang bang!

Zły porucznik (Bad Lieutenant: Port of Call New Orleans), 2009 reż: Werner Herzog

Koka. Zakochana iguana puszczająca oko. Trup tańczący break-dance. Dziarski Cage. Weed. Fuckin’ happy ending. Capitol grzmiący od śmiechu. Owacje prawie na stojąco. To musiał być Herzog? Pytam, bo po raz kolejny (po Synu…) zostałam rozkosznie zaskoczona! Nie spodziewałam się po Herzogu aż takiej wszechstronności reżyserskiej! Oficjalnie oddaję mu swoją duszę. Oh yeah.

Era Nowe Horyzonty 2010

Magda Kotowska

Reklamy

7 myśli nt. „ENH 2010 ex post”

    1. Sweet. 🙂 A zastanawiałeś się kiedyś, skąd nazwa naszego bloga? Jeśli nie, to właśnie znalazłeś odpowiedź. ;P Przepraszam, że nie odezwałam się wcześniej – oczywiście, że cieszę się na Twój przyjazd do Wrocka, a jeszcze bardziej na perspektywę Twojego zamieszkania tutaj! 🙂 Daj tylko znać, kiedy wpadasz, to się umówimy 🙂 :*

      1. Ogromnie mnie to, w takim razie, cieszy! Przez ten przedłużający się czas milczenia między nami zdążyłem wprawdzie wymyśleć różnorakie niestworzone powody tejże ciszy, ale widocznie niepotrzebnie 🙂 Dam oczywiście znać 🙂 :*

  1. Widzę sporo ciekawych filmów.
    Oczywiście większości z nich nie widziałem. Może będę miał taką możliwość w październiku, kiedy w moim mieście będzie się odbywała podobna kinomaniacka orgia 🙂
    Dzieki za relację

    1. Logosie! Kupę lat! Bardzo miło, że zajrzałeś do nas 🙂 Niezręcznie mi tłumaczyć własną blogową absencję i wielkie zaległości w wizytach u Ciebie brakiem czasu, ale tak jest w istocie, nad czym ubolewam. Minęły miesiące, gdy bez presji zegarka i oddechu zmęczenia mogłam oddawać się werbalnej ekspresji… Niemniej, regularnie zdmuchuję popiół bierności z nadpalonej potrzeby wyrazu i nie zamierzam się poddać!
      Wkrótce do Ciebie zawitam! A tymczasem wrzuciłam kolejne, trochę dłuższe, sprawozdanie z konkursu ENH – może Cię zainspiruje! Serdeczności!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s