Oto rodzi się moc

Dla każdego fana (ale nie bezkrytycznego wielbiciela) nowa płyta ulubionego zespołu, to – poza ekscytującą niepewnością – także pewien stres. Czy spełnią wysokie oczekiwania, czy nagrają znów dobrą płytę? Stres zwiększa się wtedy, gdy jest to płyta koncertowa (takie łatwo zepsuć), a zwłaszcza, gdy nagrana, co ostatnio modne, z orkiestrą symfoniczną. Dlatego oznajmiam wszem i wobec: Coma dała radę.

Rzadko się zdarza, by połączenie zespołu rockowego z muzyką symfoniczną wychodziło gładko i znośnie, jeszcze rzadziej, by wychodziło wręcz lepiej. Tu zdarzył się niejako cud, partie orkiestry pasują idealnie do muzycznych krajobrazów Comy do tego stopnia, że już nie wyobrażam sobie, by ich miało w piosenkach zabraknąć. Wystarczy posłuchać pierwszych taktów „Woli istnienia” z długim wstępem skrzypiec, by do nowej odsłony Comy się przekonać.

Podobno taka współpraca Piotrowi Roguckiemu marzyła się od dawna i wreszcie 23 czerwca 2009 doszła do skutku – na gdańskim Targu Węglowym zespół wystąpił z Orkiestrą Filharmoników Gdańskich. Myślę, że o świetności tego przedsięwzięcia świadczy przede wszystkim fakt, że orkiestra traktowana jest tu na równi z zespołem, a nie jedynie jako jego egzotyczne uzupełnienie, co niestety jest wciąż regułą. Chwała więc Comie za taką skromność i szacunek dla muzyki. Szarpiące nerwy smyczki potęgują podniosły i narkotyczny nastrój, dodają odpowiednich dawek liryki, a instrumenty dęte oraz bębny wprawiają w wibracje żołądek. Do tego ta niepowtarzalna atmosfera koncertów Comy, która podnosi poziom nawet zwykłych piosenek do rangi duchowego przeżycia. Wielka to zasługa charyzmatycznego Roguckiego, który skończył szkołę aktorską (stąd ten charakterystyczny sposób śpiewania) i wie, jak grać na scenie (wszak wygrał kiedyś wrocławski Przegląd Piosenki Aktorskiej). Koncert zarejestrowano na tyle dobrze, że mając dobre głośniki lub słuchawki, można naprawdę poczuć atmosferę tamtego letniego dnia, usłyszeć krzyki i śpiewy publiczności. Ciarki chodzą po ciele, dziwne katharsis majaczy gdzieś w powietrzu.

Podsumowując, ten rok jest dla Comy wyjątkowy. Nie dość, że wydali dwa albumy koncertowe (w tym świetny symfoniczny), koncertowe DVD oraz Blu-ray, to jeszcze kierowaną na rynki zachodnie płytę z wersjami piosenek po angielsku. A w większości wszystko to pięknie wydane i po rozsądnych cenach. Dodatkowo zespół jest teraz w trakcie akustycznej trasy koncertowej „Power off” (w jej ramach wystąpi 3 grudnia we wrocławskim klubie Eter z towarzyszeniem instrumentów klasycznych). Po świetnej „Hipertrofii” fani muszą teraz być wniebowzięci. Ja jestem.

Coma „Symfonicznie”

Jakub Knoll

Reklamy

3 myśli nt. „Oto rodzi się moc”

  1. Hm… to muszę powiedzieć, że płyta JEDNAK aż tak bardzo mnie nie porwała. Wnioskuję to stąd, że ciągle zastanawiam się, czy symfonicznie znaczy lepiej/tak samo dobrze niż/jak w oryginale czy może jednak przeszkadza mi ta orkiestra? Potrzebuję więcej czasu i… lepszego sprzętu! 🙂

    1. Takie pytania, to chyba zawsze pozostaną i nie ma co ich roztrząsać. Ważniejsze jest, czy jest to dobra płyta po prostu. Bo i jeśli jest po prostu dobra, chociaż nie powala, to i tak dużo.
      Ale słuchawki dobre warto mieć w tym przypadku, o tak!:)

  2. Pingback: Oto rodzi się moc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s