Po trupach do celu, czyli historia chirurgii

Czy ktoś dziś byłby skłonny pójść na zabieg, wiedząc, że chirurg nie założy jednorazowych rękawiczek, a jego fartuch jest sztywny od krwi? Być może trudno w to uwierzyć, ale jeszcze 200 lat temu pomiędzy pojęciem „rzeźnik” i „chirurg” można było postawić znak równości.

Bardzo obrazowo przekonuje o tym Jürgen Thorwald w „Stuleciu chirurgów”. Książka nie jest nowością na rynku, od wielu lat wzbudza zainteresowanie. Zwłaszcza, że jest napisana jak niezła powieść przygodowa, a nie nudny podręcznik z historii medycyny. Ostatnio pojawiło się nowe wydanie, które nie dość, że jest naprawdę ładnie zrobione, to ma większą czcionkę, która ułatwia czytanie. A tu komfort czytania jest niezbędny, bo książka czasem potrafi dać w kość (i to bez znieczulenia!). Plastyczne opisy amputacji mogą osłabić największego twardziela. Czasami można się zastanawiać, czy autora nie ponosi fantazja, gdy opisuje stan szpitali: wszechobecny zapach ropy, gnijących ran i brudnej pościeli… Współczesnemu człowiekowi trudno byłoby przejść spokojnie korytarzem, słysząc męki, jakie przeżywają pacjenci w trakcie oraz po operacji. Ciężko też by było bez zgorszenia patrzeć na przygotowanie chirurga do zabiegu, które to polegało na wytarciu narzędzi z krwi po poprzednim chorym w fartuch.

Historie zawarte w książce budzą duże emocje. Często jest to szok i oburzenie, gdy się czyta o słynnych chirurgach, którym duma nakazuje wyśmiewać wynalazców narkozy i dezynfekcji. Innym razem jest to podziw dla ludzi, którzy niestrudzenie dążą do udowodnienia, że rany mogą się goić bez zakażenia – że to wcale nie jest boska kara za grzechy. Szacunek budzi też postawa wielu pacjentów, którzy, chcąc uwolnić się od cierpienia, poddawali się eksperymentalnym cięciom. Bez takich ludzi postęp w chirurgii, jaki się dokonał w XIX wieku, nie byłby możliwy.

Nie tylko jednak pacjentom było ciężko. Chirurg także był narażony na śmiertelne niebezpieczeństwo i wcale tu nie chodzi o zarażenie się bakteriami od chorych. Na początku XIX wieku ten, który chciał pomóc, musiał się liczyć z uznaniem go za mordercę. Thorwald przytacza historię pewnego chirurga, który, po namowach pacjentki, zgodził się wyciąć jej torbiel, która była tak wielka, że wypełniała jej niemal cały brzuch. Otwarcie brzucha w tamtych czasach w większości wypadków było równoznaczne ze śmiercią – pacjenta i lekarza. Opisywanemu lekarzowi udało się pomyślnie przeprowadzić usunięcie narośli, dlatego tłum czający się pod oknami jego domu, musiał z bólem serca ściągnąć stryczek z drzewa i się rozejść.

Po przeczytaniu „Stulecia chirurgów” można się tylko cieszyć, że się żyje w czasach, gdzie nikt nie kpi z lekarza chcącego umyć ręce przed operacją, a zapalenie wyrostka robaczkowego czy cesarskie cięcie nie jest wyrokiem śmierci.

Jürgen Thorwald „Stulecie chirurgów”

Magda P.

Advertisements

2 myśli nt. „Po trupach do celu, czyli historia chirurgii”

  1. To jest genialna lektura!!!!! Jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Polecam tym, którzy narzekaja na służbę zdrowia. Nie można się od lektury oderwać. Opisy są czasem straszne ale nie sądzę, żeby autora poniosła fantazja. Z naszym podejściem do higieny poprostu trudno sobie wyobrazić niektóre działania lekarzy. Bardzo polecam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s