Détroit „Horizons”

Detroit-HorizonsNie lada gratka ukazała się ostatnio na muzycznym rynku. Bertrand Cantat, znany jako wokalista „sumienia Francji”, francuskiego zespołu Noir Désir założonego już w 1981 roku nagrał nową płytę. Do 2003 niestety bardziej kojarzony był z tragiczną historią jego pobytu w Wilnie, gdzie pod wpływem alkoholu i narkotyków pobił ze skutkiem śmiertelnym swoją przyjaciółkę, aktorkę Marie Trintignant tym samym dodając gorzkiej ironii nazwie zespołu. Po tym jak wyszedł z więzienia zespół ogłosił koniec działalności. Teraz, razem z Pascalem Humbertem (znanym choćby z 16 Horsepower) pod nową marką Détroit wydali album „Horizons”. Już ten jeden utwór zamieszczony tu przeze mnie pozwala sądzić, że jest on wart poznania. Jest tu ta charakterystyczna dla Bertranda charyzma pomieszana ze smutkiem i wściekłością, jest powoli narastające napięcie. Jest głębia, która w przypadku Noir Désir zawsze przyprawiała mnie o ciarki. Jest znów granie na 100%, aż do spalenia się, do wyplucia duszy. Warto!

Nie kłóć się z idiotami…

Nie, nie, czemu od razu zakładać, że jak wrzucam to dziś, w dzień wszelakich manifestacji, z których co jedna, to lepsza, to jest to zaraz jakaś prowokacja. Ten film aktualny jest zawsze:) I, jak być powinno w animacji krótkometrażowej, krótki, skondensowany, pozostawiający z otwartymi ustami na mniej więcej podobny czas, co trwanie filmu.

Kate Davis – „Crazy in Love”

Kate Davis, młoda (rocznik ’91!) jazzująca kontrabasistka i piosenkarka, która nagrała już trzy albumy (w tym jeden koncertowy) uświadomiła mi, jak duży potencjał ma piosenka Beyonce, którą kiedyś katowano nas z każdego głośnika na ziemi. Jak słucham tego coveru, to myślę sobie, że aż się prosił o wersję jazzową w glenomillerowym stylu z tak świetnymi solówkami kontrabasu. A uświadamiając mi to, pokazała też, jak duży potencjał ma ona sama. Myślę, że warto zapamiętać to nazwisko.

Kate Davis w sieci

Keaton Henson „You Don’t Know How Lucky You Are”

Nie do końca jeszcze wiem, kto to, ale ten pierwszy utwór brzmi napradę nieźle. Skromny i spokojny, ale z ukrytą lawą pod twardą skorupą. A jaki teledysk! Przejmujący, nie pozwalający oderwać wzroku w wyczekiwaniu i napięciu, naprawdę mądrze skonstruowany aż do samego końca. Idealnie koresponduje tu obraz z muzyką, korzystajcie!

Karolina Kozak „Tak zwyczajny dzień”

fot. Remigiusz Józefowicz / Wikipedia
fot. Remigiusz Józefowicz / Wikipedia

Ostatnio przypomniałem sobie o świetnej, pierwszej solowej płycie Karoliny Kozak. I to jeszcze przy okazji zabrania jej do samochodu, co nie jest bez znaczenia – w samochodzie najlepiej wsłuchiwać się we wszelkie smaczki muzyczne (o ile już przejdą przez niedoskonałe głośniki), no i przede wszystkich teksty. A pod tym względem pani Karolina jest mistrzynią prostych, celnych i tak bardzo życiowych spostrzeżeń, aż ma się wrażenie, że przyszło się do dobrej znajomej. Takiej, która nie powie Ci miłych słów, ale prawdę prosto w twarz, nawet jeśli bolesną. Taką prawdę, która może ludzi zmieniać i uświadamiać swoje błędy. Do tego jeszcze dochodzi minimalistyczna, akustyczna gra gitary czy fletu nie popadając w żadnym momencie w banał. Miód na serce!

Anna Vinnitskaya gra Prokofieva

Finał „Piano Concerto Np. 2 in G minor, Op 16” Siegieia Prokofieva gra Anna Vinnistskaya. Jest w tej muzyce moc, podniosłość i odrobina chaosu. Jak w tych momentach, gdy wiemy, że dzieje się coś ważnego, choć nie zawsze wiemy co dokładnie. Przebłyski geniuszu, a może znaki z góry, kto wie. Wspaniale się patrzy, jak przepiękna Pani Anna niby ciałem jest na tej sali koncertowej, ale duszą i umysłem nie, nie, daleko dalej, zupełnie gdzie indziej, przechodząc od stanu euforii w prawdziwy szał. Życie. I jak dyskretnie za nią uśmiecha się skrzypaczka.

Alina Orlova „LRT Opus Ore”

Alina Orlova

Przyjemnostki mam dla Was dzisiaj. Zapis koncertu Aliny Orlovej z kwietnia 2013. Dawno, dawno jej nie słuchałem, a chwila przypomnienia wystarczyła, by wciąż być zachwyconym. Ta lekkość, charyzma jazzowej pieśniarki, klasycznie zagrane piosenki, żywe, mocne melodie. Ale za to często inne wersje niż w oryginale. Czasem mi trochę brzmi jak Gaba Kulka, ale głos ma jednak charakterystyczny i swój z całą pewnością. I miło, że wciąż nie śpiewa wyłącznie po angielsku, bo kto by inaczej poznał, że pochodzi z Litwy? Muszę przyznać, że mocno się rozwinęła od czasów debiutanckiej płyty „Laukinis šuo dingo”, swoją drogą świetnej – wyraźnie scena to jej żywioł, jest daleko stąd, w swoim świecie, to widać na twarzy. No a jaka ładna ta Alina! Ach!

%d blogerów lubi to: