Archiwa tagu: ambient

Muzyczne struktury

Połamane, narkotyczne bity, gęsty klimat ciemnych, niebezpiecznych miejskich uliczek, muzyka jak ciężka kurtyna zwalająca się na głowę. Struktury Starsplanesandcircles do przyjemnych nie należą, ale bać się ich jest wspaniale.

Grupa to jednorazowy w założeniu wybryk (zobaczymy, czy faktycznie takim pozostanie) Tomasza Mądrego, który stworzył podwaliny utworów, po czym poprosił o ich rozwinięcie twórców związanych na co dzień z innymi grupami: Kostasa Georgakopulosa (Kostas New Progrram), Dominika Strycharskiego (Pulsarus, Kostas), Macieja Miechowicza (Kostas, Neuma), Macieja Janasa (Ketha), Krzysztofa Leonarda (Denab, Pro-Creation) i Łukasza Myszkowskiego (In, Ostrov). Bardzo różnorodny, przez to dosyć chaotyczny, raz idący w stronę industrialu, raz islandzkiego Múm, czy też w końcu przypominający klimat filmów Davida Lyncha. Klimatu dodają jeszcze świetne oniryczne zdjęcia z okładki Agnieszki Zwary oraz minimalistyczna grafika.

Miesza się więc elektronika z ambientem, eksperymentalnym, progresywnym rockiem, zahaczając o elementy metalu. Muzyka jest jak spotkanie z szaleńcem –  spazmatyczne ataki kończą spokojne, choć niepokojące muzyczne pejzaże. Wszystko to bardzo przyjemne i nastrojowe, tylko trochę nie trzyma się kupy, nie obrasta jakiegoś wspólnego kręgosłupa, nie wytycza jasnej ścieżki (ale czy też zawsze musi?). Tym bardziej, że płyta trwa niecałe 23 minuty. Kończy się tak szybko, że nie zdążymy nawet zadomowić się na obcych nam terenach, zostawiając nas z wielkim niedosytem.

A jednak warto mieć „Structures”. Choćby po to, by puszczać od czasu do czasu ciemnym wieczorem, do wzmocnienia rozmów przy winie i patrzenia w dal, bądź też w ciemnościach pokoju powoli przemierzać odległe krainy. Mam nadzieję, że jednak pełnokrwisty album kiedyś się narodzi.

Starsplanesandcircles „Structures”

Jakub Knoll

PS Wywiad z Tomaszem Mądrym.

Ambientalna gorączka. Fever Ray.

W marcu tego roku światło dzienne ujrzał kobiecy ambient pod pseudonimem Fever Ray. Mroczny, eteryczny, nasączony elektronicznymi odgłosami mistyki unoszącej się nad wieczorną łąką tajemnic. Klimat znany niektórym z utworu grupy Röyksopp pt. „What Else Is There”, w którym wokalnie udzieliła się Karin Elisabeth Dreijer – sprawczyni płyty i nosicielka zapachu chłodnej nocy, znana z duetu The Knife, który jednak niewiele ma wspólnego z jej solowym wydawnictwem.

To, czym uraczyła ludzi Fever Ray jest znacznie głębszym doznaniem, pełniejszym i przejmującym, swoistym dreszczowcem, który oniryczną magią oplata słuchacza, zabierając go do ciemnego lasu duchowych przygód. Czuć na skórze zmęczone czekaniem pożądanie ziejące z każdego konaru drzewa, o który ociera się ezoteryczny głos Karen – skąpany w elektronice nadaje płycie wyjątkowego klimatu zimnej północy. Nastrój irlandzkich wrzosowisk miesza się tu z surowością Skandynawii i wyspiarskim wyobcowaniem tożsamym z miejską alienacją.

„Keep The Streets Empty For Me” jest kawałkiem, który może służyć za inicjację rozgorączkowanej emocjonalnie awentury z Fever Ray, bo momentalnie wciąga w mroczną duszność i rozbudza pragnienie na więcej. Na płycie wyróżnia się też „When I Grow Up” z poruszającym beatem i mistycznymi świstami albo bardzo melodyjny „Triangle Walks”. Cały krążek uzależnia, więc jeśli zdecydujecie się na ten kosmiczny voyage, to przygotujcie się na długi trans i ekstatyczny odlot. Przyjemnie zaboli.

Fever Ray „Fever Ray”

Magda Kotowska