Archiwa tagu: ethereal

Ambientalna gorączka. Fever Ray.

W marcu tego roku światło dzienne ujrzał kobiecy ambient pod pseudonimem Fever Ray. Mroczny, eteryczny, nasączony elektronicznymi odgłosami mistyki unoszącej się nad wieczorną łąką tajemnic. Klimat znany niektórym z utworu grupy Röyksopp pt. „What Else Is There”, w którym wokalnie udzieliła się Karin Elisabeth Dreijer – sprawczyni płyty i nosicielka zapachu chłodnej nocy, znana z duetu The Knife, który jednak niewiele ma wspólnego z jej solowym wydawnictwem.

To, czym uraczyła ludzi Fever Ray jest znacznie głębszym doznaniem, pełniejszym i przejmującym, swoistym dreszczowcem, który oniryczną magią oplata słuchacza, zabierając go do ciemnego lasu duchowych przygód. Czuć na skórze zmęczone czekaniem pożądanie ziejące z każdego konaru drzewa, o który ociera się ezoteryczny głos Karen – skąpany w elektronice nadaje płycie wyjątkowego klimatu zimnej północy. Nastrój irlandzkich wrzosowisk miesza się tu z surowością Skandynawii i wyspiarskim wyobcowaniem tożsamym z miejską alienacją.

„Keep The Streets Empty For Me” jest kawałkiem, który może służyć za inicjację rozgorączkowanej emocjonalnie awentury z Fever Ray, bo momentalnie wciąga w mroczną duszność i rozbudza pragnienie na więcej. Na płycie wyróżnia się też „When I Grow Up” z poruszającym beatem i mistycznymi świstami albo bardzo melodyjny „Triangle Walks”. Cały krążek uzależnia, więc jeśli zdecydujecie się na ten kosmiczny voyage, to przygotujcie się na długi trans i ekstatyczny odlot. Przyjemnie zaboli.

Fever Ray „Fever Ray”

Magda Kotowska

Pearl’s Dream. Your dream?

Jestem wkręcona. Poruszona. Wzruszona. Oczarowana. Piszę, póki jeszcze dostrzegam cień obiektywizmu. Cień nie od słońca pochodzący, ale baśniowo księżycowy. Tak jak muzyka Bat For Lashes. Pewnie znowu przyjdzie mi się tłumaczyć z nadmiaru emocji, nieprzyzwoitej admiracji i  niekontrolowanego zachwytu, ale trudno. Inaczej się nie da.

Myślałam, że wyrosłam już z bajek o rycerzu w lśniącej zbroi, ale oniryczna opowieść Natashy Khan mimowolnie zabrała moją duszę w fantazyjno–barokowe przestrzenie kosmicznej nieprzystawalności do tego, co tu i teraz. Nie wiem, co najpierw uwodzi: jej wyjątkowy głos czy dźwięki, których wykopaliska znajdować się muszą poza obszarem Ziemi. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że Natasha Khan duchem i umysłem obcuje w tajemniczej grocie swojego mistycznego jestestwa. Jak magiczna musi to być przestrzeń! Na podstawie krążka „Two Suns” zgaduję, że pełna kreatywnej energii, skarbów wyobraźni, mgliście mroczna, niespokojna i ezoteryczna, napędzana kobiecą siłą, inteligencją i wrażliwością jednocześnie.

Klimat płyty przywodzi na myśl spektakl teatralny jak u Dresden Dolls utrzymany w  eterycznym nurcie twórczości Cocteau Twins z pogranicza snu i jawy, wprowadzający dynamiczną niezależność i irlandzki mistycyzm młodziutkiej Sinead O’Connor z okresu The Lion & The Cobra, a momentami też romantyczną ckliwość Kate Bush i temperament Tori Amos. Niemniej jednak, klimat to niepodrabialny, lekko psychodeliczny i absolutnie wyjątkowy, łączący folkową tradycję brytyjską z nowoczesną elektroniką, której wyrafinowanie porównywane jest czasem do wyczynów Thoma Yorke’a. Możliwe, że Natasha to jego żeńskie wcielenie. Wszystkie jej multi-instrumentalne eksperymenty wydają się przemyślane, starannie mamiące zmysły kuszącym zapachem oniryczności i subtelnie hipnotyzujące. Nie sposób nie otworzyć serca na dźwięk tego głosu. Moje nie opierało się nawet, gdy w  drgania wprowadziły je wyraźne disco beaty rodem z ATB zalatujące we wstępie do świetnego „Pearl’s Dream”.

Utwory na płycie są jak zdania wielokrotnie złożone, pełne literackich ozdobników, beletrystycznych epitetów. Dawno nie słuchałam albumu, w którym słowa tak pięknie zlewałyby się z muzyką. Warto docenić  tę pełną metafor poezję, by poczuć intensywniej towarzyszące jej dźwięki i uchwycić urokliwość całokształtu.

Nie jestem w stanie wskazać utworów–faworytów. Każdy indywidualnie zachwyca, jest osobnym przeżyciem muzycznym. Od początku w ucho rzuca się „Daniel”, a osobiście wzrusza „Travelling Woman”. „Two Planets” porusza dynamiką, podobnie jak inaugurujące album „Glass”. W „Peace Of Mind” słychać gospel, a „Siren Song” zaskakuje gradacją emocji. Płytę kończy „The Big Sleep” z udziałem Scotta Walkera.

Bat For Lashes. Natasha Khan. Piekielnie zdolna instrumentalistka z pakistańskimi korzeniami. Moja nowa muza. Dzięki, Chimeryku.

Bat For Lashes „Two Suns”

Autorka zapomniała jak się nazywa.