Archiwa tagu: Kombajn do zbierania kur po wioskach

Uczucia odróżniaj od żarówek

Lewa strona literki M

Na tą płytę czekałem długo, bardzo długo. Tak długo, że moje oczekiwania były ogromne, a prawdopodobieństwo zawodu bliskie jedynki. A jednak udało się, nowa płyta Kombajnu do zbierania kur po wioskach stała się moim „motywem przewodnim”, goszcząc na zaszczytnym miejscu w mojej kolekcji.

„Lewa strona literki M” – sam tytuł już bardzo kombajnowy – promowana przez radiową Trójkę to jakość nieporównana. Dość powiedzieć, że bardzo ich sobie cenią Piotrowie Kaczkowski i Stelmach. Zresztą to zespół, który jest niejako ich dzieckiem (chyba jednak każdego z osobna, o nic ich nie podejrzewam), odgrywany z uporem maniaków podczas MiniMaxów i Offensyw. Kombajn zawdzięcza dużo Trójce, ale i Trójka dużo na Kombajnie skorzystała, podnosząc swą zszarganą ostatnio opinię (wyczułem w jednym utworze nawiązanie do sygnału tego radia).

Nie mieć zębów przez wakacje
Kombajn do zbierania kur po wioskach powstał w Nowym Dworku (w lubuskim). Od samego początku sporo koncertowali. W roku 2002 otrzymali tytuł Najlepszej Osobowości Scenicznej na festiwalu rockowym w Gorzowie, rok później wygrali Jeleniogórską Ligę Rocka i co zarobili, wydali na debiutancki singiel „Ćwa”. Wygrywali kolejne konkursy, aż wreszcie trafili na pierwszą część składanki „minimax.pl”. Obok Kombajnu istnieje równolegle zespół Materac, tworzony przez wokalistę i gitarzystę, „o charakterze nocnych spotkań przy herbacie”, a z racji składu ich piosenki wykonuje właśnie Kombajn. I tak dalej…

Liście za oknami symulują padaczkę
To zespół tak osobliwy, że chyba bardziej się nie da. Począwszy od muzyki, która na tym albumie jest jeszcze bardziej psychodeliczna niż poprzednie „8. piętro”, po teksty – temat na osobną rozprawę. Tak dziwne, że trudno je pojąć. Wydają się całkowicie bzdurne, a jednak ma się wrażenie, że coś za sobą niosą (bo niosą!). Poza tym są smutne i niepokojące, choć nie wiadomo dokładnie, skąd takie uczucia się biorą. Jedno jest jednak pewne, są bardzo inspirujące. Nie jestem w stanie przesłuchać ich płyty, by samemu nie napisać choćby jakiegoś krótkiego tekstu.

Serce zapalone lampką
W tej płycie zakochałem się już w momencie, gdy zobaczyłem jej okładkę. Takie od pierwszego wejrzenia. Przedstawia ona… zresztą, jak zobaczycie, zrozumiecie mnie. Cała wkładka jest świetna, w klimacie PRL-owskiego maminego pamiętnika z czasów, gdy byliśmy jeszcze raczkującymi ryjkami i po owym dzienniku bazgraliśmy starym ołówkiem. Przeplatają się tu więc stare fotografie z odręcznymi rysunkami, pomiędzy które chaotycznie wplecione są teksty piosenek. Zwieńczeniem jest zaś przedruk maila Stelmiego (tego, co wyżej).

Mimo, że niebo wisi odwrotnie
Zdecydowanie nie jest to płyta dla każdego, bo i która jest dla każdego. Wymaga wsłuchania się w jej rytm, w teksty, nie tyle zrozumienia, co poczucia. Ale ostrzegam od razu, że jeśli już Kombajn do zbierania kur po wioskach poczujecie, to nie będzie łatwo się od niego oderwać. Bo ta muzyka jest jak dziwny grzybek halucynogenny. Płyta zaczyna się od wdechu, ostatni wydech już nie jest taki sam…

* Śródtytuły pochodzą z tekstów Kombajnu z najnowszej płyty.

Kombajn do zbierania kur po wioskach „Lewa strona literki M”

Kuba Knoll

Reklamy