Archiwa tagu: natura ludzka

„Heima”. Islandia, Sigur Rós i źródło ludzkiej natury.

Prawdą jest, że do pewnych rzeczy trzeba w życiu dojrzeć. Popularne stwierdzenie głoszące, że na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce spełnia się każdorazowo, także w przypadku przekazów kulturowych, które rzucają nowe światło na naszą percepcję, poszerzają horyzont widzenia, zwiększają zasięg marzeń o kolejne cele i punkty na mapie doznań, a wreszcie unoszą w radosnym podekscytowaniu, bo okazuje się, że naszym udziałem stał się świeży zachwyt windujący duszę w niebiańskie przestrzenie nadziei na spełnienie błyskotliwego zamiaru, zbliżającego nas do stanu chwilowej szczęśliwości i wyzwolenia.

I ja dojrzewałam przez długie miesiące, by zachwycić się absolutnie Sigur Rós i Islandią – puszczą amazońską Północy, konserwującą naturalne środowisko życia człowieka i jego pierwotne wnętrze zarazem. „Heima”, bo o tym filmie mowa, jest chyba najwspanialszą wizytówką tej mistycznej wyspy pozostającej w nastroju wstrzemięźliwości wobec znowocześnionej, ztechnologizowanej, mechanicznej, zurbanizowanej, zagubionej i pogrążonej w chaosie Reszty Świata.

Obraz pokazał, że „cywilizowany” nie musi oznaczać zmaterializowany, wrzaskliwy i w ciągłym pośpiechu. Urzekająco proste i skromne sylwetki członków Sigur Rós wzruszają dogłębnie, bo niewiarygodną wydaje się tak szczera i pozbawiona szpanerstwa postawa wobec życia, świata i pokus sławy, zwłaszcza po odbyciu światowej trasy koncertowej. Po serii pięknych występów zespół powrócił na Islandię z poczuciem spełnienia, ale i wielką radością człowieka spragnionego domu, kontaktu z żywą Naturą, spokojem, kojącym pejzażem i… źródłem natchnień niebiańskiej muzyki, która zahipnotyzowała miliony ludzi spoza wyspy.

Sigur Rós nie jest kolejną kapelą grającą jakieś dźwięki. To zjawisko. Każda nuta opisująca te melodie wypływa z głębin duszy, bierze początek w naturze ludzkiej – czystej, nieskażonej konserwantami zmagdonaldyzowanego świata i napędem koni mechanicznych. Urbanizacja, pomimo mnóstwa profitów, tworzy przecież sztuczne środowisko dla Życia, budowane na potrzeby rozwoju, materializacji bytu i funkcji myślenia, której krzywa niebezpiecznie oddala się od osi najważniejszych wartości. A i ten system ulega załamaniu. Tradycyjna i uniwersalna etyka dopasowywana jest obecnie do kultury korporacyjnej, tracąc pierwiastki ludzkie, naturalne, prawdziwe. To paradoks, bo przecież  rdzennych wartości ludziom właśnie brakuje! Zamknięci w ciasnych klatkach, spacerujący po betonowych chodnikach, wyalienowani, obawiający się uzewnętrznia gubią sens, bo nie potrafią się zatrzymać, a nawet jeśli próbują, to nie pamiętają już, co znaczy głośna cisza…

Dlatego ludzie ci,  zetknięci z muzyką Sigur Rós, zatapiają się w czymś, co jest im bliskie, co porusza nie nastrojony od lat wewnętrzny instrument wrażliwości; wpadają w trans islandzkiego seansu z pierwotną naturą i ponadczasowością, dokonując wizualizacji refleksji nad własnym bytem, czasem rewolucjonizując system etyczny i zawracając z bezdusznej ścieżki wiodącej do krainy posiadania. Przynajmniej na czas projekcji zapisu trasy koncertowej Sigur Rós po swojskich i magicznych miejscach Islandii.

Czy ktoś po takim seansie nie chciałby przywdziać wełnianego swetra, usiąść wśród zielonych wzgórz przy ognisku, wdychając rześkie, czyste powietrze krążące w przestrzeni nieograniczonej surowością tkanki miejskiej i zatapiając się w dźwiękach niebiańskiej muzyki, usłyszeć siebie i dotknąć odłamka szczęścia? Albo zagrać na instrumencie zrobionym ze stuletniego rabarbaru i nie zostać uznanym za dziwaka? Na Islandii można „być sobą”.

„Heima” reż. Dean DeBlois

Magda Kotowska

Trwa właśnie tournée Ery Nowe Horyzonty. Polecam skromny, niskobudżetowy obraz „Każdy myśli swoje” – stworzony przez współczesnych freaków, tj. tych, którzy za Thoreau przypominają o nierozerwalnym związku człowieka z Naturą. Niech to będzie kontynuacja przesłań „Heimy” albo ich prolog.

Reklamy